Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sweet Perfection.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sweet Perfection.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 sierpnia 2012

Sweet Perfection II


Paring:AoixUruha
Part:II/II
Opis:To jest...W miarę miłe. Aż dziwię się,że ja to napisałam...
Muzyka:Na początek polecam Nakigahara (Gazette),Without a tracea potem 13 stairs.
Od Autora: A więc,macie drugą część. Opko w większości pisane z punktu widzenia Uruhy. Początek jest  jeszcze sp oświadczynami Aoi'ego. Miałam inny pomysł na ten part,no ale skoro chcecie,żeby się oświadczył,to tak będzie.Amen. :)
I tak,musiałam dać coś depresyjnego na początek...
Doznałam oświecenia przymierzając sukienkę w sklepie... O.o"
 
Dziękuję Wam za komentarze ♥.
Mam nadzieję,że się spodoba.

Dedykacja dla:
  • Ayame-chan
  • Kamila Ina
  • Gazetteshot
    ______________

Zima...Najchłodniejsza i najbardziej znienawidzona przeze mnie pora roku.
Jestem w parku,patrzę na zamarznięte drzewa. Gdzieniegdzie utworzyły się na nich niewielkie sople lodu,odbijające światło zachodzącego słońca. To wręcz idealna pora na orzeźwiający spacer.

Jest zimno...Bardzo zimno.Glany zapadają mi się w tym białym morzu coraz głębiej i głębiej.
Drżę nie tylko z zimna,emocje powstają we mnie ja wstrząsy,jak błyskawice,które przecinają niebo i spadają na ziemię z przeraźliwym hukiem.
Grzmoty przenikają do głębi mojej świadomości
Przyśpieszam kroku,dalej drżąc.
I choć oczywistym jest ,że powinienem już wracać,to jednak dalej brnę przed siebie.
Wchodzę na mały most nad zamarzniętym stawem,nucąc jakąś melodię. Wychylam się i patrzę na nieruchomą taflę wody.
-Ai shiteiru...-Mówię cicho,a moje łzy łączą się z tymi zimnymi,spadającymi z nieba.
Chciałbym zniknąć w tym śniegu.
Chciałbym zniknąć i nie czuć już bólu.
Zamykam oczy i przypominam sobie tamtą scenę.
***
Siedziałem na kanapie co chwila zerkając na zegar i wyglądając przez okno.
Przygotowałem kolację,bo obiecałeś,że ten wieczór spędzimy razem.Chciałeś mnie w ten sposób przeprosić za ostatnią kłótnię. 
Kiedy wychodząc powiedziałeś,że wrócisz za dwie godziny,od razu wiedziałem,że przyjdziesz później...Ale spóźniać się już trzy? To dużo nawet jak na ciebie.
Wydzwaniać na twój telefon przestałem jakieś piętnaście minut temu,bo raz za razem odpowiadała mi tylko sekretarka.
Obdzwoniłem chłopaków,ale żaden oprócz Kai'a nie odebrał. Tanabe miał mi dać znać,gdy tylko się czegoś dowie,jednak ani razu nie wyświetli mi się jego numer.
Powoli zaczynałem wariować, a nawet zacząłem chodzić po mieszkaniu tam i z powrotem. Byłem w amoku,naprawdę nie przeżyłbym gdyby coś ci się stało.
Pamiętam świetnie to uczucie,kiedy drzwi do mieszkania otworzyły się z hukiem i wszedł do niego nie kto inny,tylko ty,Aoi...
Od razu,nie pytając o nic rzuciłem Ci się na szyję.Zacząłem płakać i prosić,żebyś już nigdy mnie nie zostawiał.
A ty?
Ty tylko delikatnie mnie od siebie odsunąłeś.
-Oj,Uru nie przesadzaj,dobrze?-Zacząłeś zdejmować buty.
-Jak to "nie przesadzaj"?! Wiesz jak się martwiłem?! Wiesz,jakie to uczucie,kiedy najbliższa osoba znika i nie ma się z nią kontaktu?! 
-Chyba nie jestem "najbliższą" i przecież nie zniknąłem...
-Właśnie,że tak!Nie odbierasz telefonu,a ja...-Zawahałem się kiedy napotkałem twoje pełne zniecierpliwienia spojrzenie,ale spróbowałem kontynuować-A ja zrobiłem kolację,chciałem żeby...
-Nie jestem głodny.-Oznajmiłeś krótko.
-Ale przecież mieliśmy  spędzić wspólnie wieczór...Obiecałeś!-Nie dawałem za wygraną.
-Wybacz,zmiana planów.Idę się położyć,ty też powinieneś odpocząć.-Odwróciłeś się do mnie plecami i powoli poszedłeś w stronę naszej sypialni.
Nie potrafię nawet powiedzieć co czułem w tamtej chwili...
Tak jakby ktoś dawał mi w twarz raz za razem,albo wytarł mną każdy minimetr podłogi w budynku PS Company.
Ostatecznie postanowiłem dowiedzieć się skąd ta nagła zmiana w twoim zachowaniu.
-Czekaj!-Położyłem ci ręce na klatce piersiowej,torując drogę do łóżka..
-Eh...Kouyou,ja naprawdę jestem zmęczony.-Chciałeś mnie odsunąć.
-Gdzie byłeś?-Powiedziałem w miarę spokojnie,uważając na to,by głos aż tak mi się nie zadrżał. Nic nie odpowiedziałeś,tylko uporczywie się we mnie wpatrywałeś.
-Gdzie Ty byłeś?
Odwróciłeś wzrok,zaciskając przy tym usta.
Znów poczułem coś mokrego na policzkach.Łzy. A obiecywałeś,że już nigdy nie będę przez ciebie płakał...Kolejna nic nie znacząca obietnica,kolejne twoje kłamstwo.
-Gdzie ty do cholery byłeś?!-Wrzasnąłem w przypływie gniewu chwytając cię za koszulę. Spojrzałeś na mnie przepraszająco.
-Gdzie?..-Ponowiłem pytanie,walcząc z bólem,rozrywającym mnie od środka. 
-U Kazuki'ego.-Powiedziałeś chłodno.Pokiwałem z niedowierzaniem głową.
-Po co?-Spytałem,zabierając ręce z twojego torsu.
-Chciałem z nim pogadać.Trochę się zasiedzieliśmy.To wszystko.
-Czemu nie odbierałeś telefonu? I o czym aż tak długo rozmawialiście?-Jakoś nie mogłem uwierzyć,że poszedłeś do gitarzysty poplotkować. Oczami wyobraźni już widziałem cię w jego łóżku.
-Kurwa,Shima! Kazu to mój najlepszy przyjaciel! To chyba normalne,że chcę z nim pogadać! I wiesz co? Mogę to robić kiedy chcę i nie pytać się o twoje pierdolone zdanie! On przynajmniej daje człowiekowi trochę pożyć!-Zacząłeś gwałtownie gestykulować.Wiedziałem,że jesteś wściekły,ale ja też miałem swój limit.
-To skoro jest taki cudowny,to się do niego wyprowadź! Z nim spędzają noce!
-A żebyś wiedział,żebym wolał!
-Tak?-Poczułem jak uginają się pode mną kolanai.
-Tak!-Wrzasnąłeś.
-W takim razie ci to ułatwię.-Przemknąłem koło ciebie,wziąłem kurtkę i wyszedłem,trzaskając drzwiami. Znów płakałem.
Ale twoje słowa nie zraniły mnie aż tak...Bo przecież często krzyczysz mi w twarz jak bardzo mnie nienawidzisz.
To,że nie chciałeś mnie zatrzymać zabolało najbardziej.Przecież zawsze siłą przytulałeś,mówiąc,że to więcej się nie powtórzy...A teraz?
Teraz biegłem przed siebie,łzy zaczynały zamarzać na moich policzkach. Biegłem dalej zostawiając wszystko za sobą. Ciebie również.
***
Czy to już koniec?-Spoglądam na zachodzące słońce.-Czy twoje uczucie do mnie już całkiem uleciało?
A może nigdy go nie było?
Może zawsze był tylko Kazuki,a ja byłem maskotką do przytulania?
Zapada zmrok,robi się ciemno.Powoli zaczynają zapalać się latarnie.
Robi się coraz zimniej,zaczynam się trząść.
-Kurwa...-Klnę na pogodę,siadając na brzegu ławki,podkulając pod siebie nogi.
Zrobiło się już zupełnie ciemno,a ja z zimna nie mam siły na najmniejszy ruch.
Przypominam sobie,jak zawsze w taką pogodę mnie przytulałeś,żeby choć trochę ogrzać.
-Yuu...- Pojedyńcza łza spływa mi po policzku,gdy przypominam sobie nasze  wspólne chwile.
***
-Kouyou,chodź...-Objąłeś mnie od tyłu,kiedy odpisywałem na sms'a.
-Gdzie kochanie?-Odwróciłem się i położyłem ręce na twojej szyi.
-Dobrze wiesz.-Zacząłeś całować mnie po szyi.
-Muszę się zastanowić...-Wymruczałem ci do ucha,muskając twoją szyję.
-Chcę Cię.Co tu do zastanawiania się?
-A jeśli ja nie chcę? Ach...-Jęknąłem kiedy twoja ręka powędrowała na moje kroczę.
-Chcesz,chcesz...-Wziąłeś mnie na ręce i zaniosłeś do sypialni.
***
Powoli zamykam oczy,tracę kontrolę nad swoim ciałem,powoli tracę świadomość.
Tak bardzo chciałbym jeszcze,żeby nasze usta spotkały się w pocałunku.Później nie bałbym się już niczego.Mógłbym nawet umrzeć.
Otwieram oczy.Półcień.Kształty których nie rozpoznaję.
Słyszę,że ktoś krzyczy...Na mnie?
Mam ciężkie powieki,oczy znów powoli zachodzą mgłą,jednak czuję jeszcze jak coś łapie mnie za ramiona,a potem w pasie.
Boję się,ale nie mogę nic zrobić.
Aby odzyskać spokój,przywołuję w myślach twoja idealną,uśmiechniętą twarz.
Patrzysz na mnie z miłością,jak kiedyś...
-Aishiteru Yuu...-Zamykam oczy i znów odnajduję ciemność.
***
Pierwsze co widzę,to twoja zmartwiona twarz,nade mną.
Niebo?
Nie,przecież nie byłbyś zmartwiony...Nie patrzyłbyś na mnie z takim smutkiem,więc co?
-Yuu? Czy ja nie żyję?-Powiedziałem cicho.
Ty tylko nachyliłeś się i mocno mnie przytuliłeś,zaczynając płakać.
Nie wiedząc co się dzieje zacząłem głaskać cię uspokajająco po plecach.
-Kouyou...Ja cię tak strasznie przepraszam! To co mówiłem...To nieprawda,Kou-chan,ja kocham tylko ciebie! Proszę nie zostawiaj mnie...Przepra...
-Ciii...-Przerwałem ci,bo poczułem,że mi również napływają łzy do oczu.-Wiem,nic się przecież nie stało...-Spojrzałem ci w oczy i musnąłem twoje rozchylone lekko usta.
-Kouyou...-Mocniej mnie pyrzytuliłeś.-Wybacz mi proszę.Obiecuję,już nigdy ni....
Przerwałem ci,łącząc nasze uta w czułym pocałunku.
Wiedziałem,że to najprawdopodobniej kolejna nic nie znacząca obietnica,ale tak bardzo chciałem ci  wierzyć...
Kocham cię  zbyt mocno,żeby móc odejść. Jesteś dla mnie jak powietrze,niezbędny do życia.
Niezależnie ile razy byś mnie zostawił,ja  i tak zawsze będę chciał  wracać.
-Aishiteiru...-Wymruczałem ci do ucha,kiedy przestaliśmy.
Zjechałeś rękami na moje biodra,okrywając moje ciało.
-Kouyou,jesteś za dobry...Jak możesz kochać takiego dupka?-Gryziesz płatek mojego ucha.
-Ale jesteś moim kochanym dupkiem...-Objąłem cię za szyję.-Ale mam jedno pytanie...
-Tak?
-Jak znaleźliśmy się w moim mieszkaniu i czego jestem w samych bokserkach?-Ocieram się o ciebie,dokładnie podkreślając ostatnie słowa. Jęczysz cicho.
-Zostawiłeś u mnie klucze i komórkę...A leżysz rozebrany,bo wtedy człowiek szybciej się rogrzewa.A teraz prześpij się trochę,bo na pewno,jesteś zmęczony. Poczekam aż zaśniesz.
-A potem?-Pytam cicho.
-Potem muszę wyjść na chwilę,ale nie martw się,wrócę. Jeśli nie wierzysz to...
-Wierzę.-Ziewnąłem przeciągle.-Ale zostań,dopóki nie zasnę...
Uśmiechasz się i kładziesz koło mnie,a ja wtulam się w twój tors,na powrót zaciągając się twoim zapachem.
Po paru minutach zasnąłem.
***
Otwieram oczy,obudzony przez głośne pukanie do drzwi.
Wstaję i podbiegam w tamtym kierunku,mając nadzieję,że to Ty.
Kiedy otwieram drzwi,widzę twoją uśmiechniętą twarz.Również się uśmiechem i zapraszam cię do środka.
-Jednak dotrzymałeś słowa.-Wtulam się w ciebie,szukając twoich ust.
Ułatwiasz mi zadanie i wpijasz się w nie.Twoje wargi są zimne,ale tylko przez chwilę,bo rozgrzewają je moje.
Po chwili,odsuwasz się ode mnie,ciągle się uśmiechając.
-Yuu,czemu przerwałeś?-Pytam,chcąc wznowić zabawę.
-Muszę cię o coś zapytać...Ale najpierw....Kochasz mnie?
-Co za głupie pytanie...
-Jednak chciałbym znać odpowiedź.
Wciągam powietrze,za chwilę głośno je wydychając.
-Oczywiście,że cię kocham. Kocham ponad życie i niezależnie co powiesz lub zrobisz,to się nie zmieni.-Uśmiecham się do ciebie.
-W takim razie...-Klękasz przede mną,a ja w osłupieniu patrzę,co robisz.
Wyjmujesz z kieszeni jakieś pudełeczko,otwierasz je...Pierścionek?!
-Kouyou, kocham cię i chciałbym,żebyśmy byli razem już zawsze,dlatego.....Wyjdziesz za mnie?-Mówisz,patrząc na mnie z miłością.
Łzy zaczynają spływać mi po policzkach.
-Kou?-Wstajesz i patrzysz na mnie ze smutkiem.-Zrobiłem coś nie tak?
-Nie! Oczywiście,że nie! Ale..to takie...Cudowne! Yuu,oczywiście,że się zgadzam! Kocham cię.-Mówię,po czym wskakuję na ciebie,oplatając nogami w pasie.
Jedną ręką podtrzymujesz mnie,a drugą wkładasz pierścionek na palec.
-Piękny...-Szepczę ci do ucha.-Dziękuję Yuu,tak się cieszę!
Łza spływa mi po policzku
-Ja też kochanie,ale proszę nie płacz już.-Scałowujesz pojedyńczą łzę, po czym przyciskasz mnie do chłodnej ściany.
-Ymmmm-Jęczę przeciągle,czując twoje usta na mojej szyi.-A może uczcijmy to jakoś?-Zaczynam poruszać opływowo biodrami.
-Świetny pomysł...-Szepczesz ,przenosząc mnie na stół w kuchni,po drodze pozbywając się już wszystkich ciuchów.
Kładziesz mnie delikatnie na stole,a ja rozchylam przed tobą nogi. Widzę już jaki jesteś podniecony...Ja zresztą też.
Nachylasz się nade mną,i zaczynasz namiętnie całować. Zaczynam cię gryźć,odwzajemniasz mi się tym samym. Wszystko staje się szybsze i bardzie zmysłowe,pożądanie bierze górę,przepełnia nas od stóp do głów. Zaczynam się o ciebie ocierać,a ty jęczysz mi w usta.
Nagle czuję jak coś twardego napiera na moje wejście,rozchylam nogi jeszcze bardziej.
Wchodzisz we mnie,znów czuję ten charakterystyczny ból.
-Spokojnie,rozluźnij się.-Głaszczesz mnie uspokajająco po wewnętrznej stronie ud.
Wzdycham kiedy,zaczynasz powoli się we mnie poruszać. Gdy przyzwyczaiłem się do twojej obecności,wychodzę ci naprzeciw.
-Mocniej!-Krzyczę,znów się ocierając,jęczysz przeciągle.
-Jak sobie życzysz,kotku.-Mruczysz,podgryzając moje sutki.
Zaczynasz przyśpieszać,a ja wiję się pod tobą wrzeszcząc z rozkoszy.
-Aoiii!! Mocniej!-Krzyczę.
Nasze ruchy stają się coraz bardziej chaotyczniejsze.
-Aaaa! Taaak! Tak,o boże! Aoi,jeszcze raz! O tam!!-Wyginam się,kiedy trafiasz w mój czuły punkt.
Wydajesz z siebie przeciągły jęk,kiedy czujesz jak co chwila zaciskam mięśnie.
Stół rusza się w takt twoich pchnięć. Doprowadzasz mnie do szału ciągle przyśpieszając i stymulując mnie jedną ręką.
Jeszcze parę pchnięć  i dochodzisz,bardzo obficie mnie zalewając. Ja chwilę potem brudzę ci podbrzusze  białą spermą.
-To było...coś.-Mówisz,znów biorąc mnie na ręce i oglądając nasze pozostałości na stole.
-Lubię takie coś...Biedny stół...-Przytulam się do ciebie.
-Biedny to ty jesteś...Nie będziesz mógł jutro siadać,a przecież mamy próbę...-Całujesz mnie w czoło.
-Za coś takiego,warto trochę pocierpieć....
Ostatkiem sił poszliśmy jeszcze wziąć prysznic i położyć się na łóżku.
Kładziesz się koło mnie a ja jak zawsze się do ciebie przytulam.  Delikatnie mnie całujesz,obejmując w pasie.
-Aoi?-Pytam,kiedy kończymy pocałunek.
-Hm?
-Czy my...Weźmiemy ślub?-Rumienie się,gdy to mówię.
-A chcesz?-Uśmiechasz się szeroko. Kiwam głową na potwierdzenie.
-Dobrze...Ale uprzedzam,że panną młodą jesteś tutaj Ty.
-Ok-Uśmiecham się.-Ale będę musiał wyrobić nowe dokumenty...
-Dlaczego?
-No bo będę się nazywał Kouyou Shiroyama!
-Mmmm...Jak ładnie....-Zaśmialiśmy się.
Rozmawialiśmy jeszcze długo,o tym,co na pewno zmieni się w naszym życiu.
Po paru godzinach,jednak zasnęliśmy wtuleni w siebie.
                                                             ***
-Kochanie idź już i przeproś za spóźnienie,a ja wezmę,sprzet.-Mówię do ciebie.
Kiwasz tylko głową,przybliżasz i rozchylasz usta,domagając się pocałunku. Całuję cię bardzo namiętnie,dając namiastkę tego,co zamierzam z tobą zrobić po próbie.
Kiedy oderwaliśmy się od siebie,oblizujesz jeszcze palec na którym nosisz pierścionek,dowód mojej miłości do ciebie.
Patrzę jeszcze jak kręcisz tyłkiem idąc w stronę wejścia do PC Company.
Zabieram sprzęt,zamykam auto i podążam za Tobą.
-Gratulacje!-Reita podszedł do mnie z uśmiechem,a Kai poklepał po plecach,kiedy tylko wszedłem do pomieszczenia.
-To kiedy ślub? Mogę wam zaprojektować garnitur i sukienkę? Chcę być świadkiem!!-Ruki zaczął skakać koło mnie,co chwila o coś pytając.
Oczywiście nie miałem żadnych wątpliwość skąd wiedzą,że Uru jest teraz moim narzeczonym.
Jak na zawołanie  znalazłeś się koło mnie,całując w policzek.
-Uruha,mogę zaprojektować Ci sukienkę? Mogę?! Mogę?! Proooszę!!
-Możesz.-Uśmiechnąłeś się do niego,przysuwając się do mnie jeszcze bliżej. No,no... Byłeś naprawdę odważny,że pozwoliłeś mu na to. Choć znając wokalistę,zaprojektuje ci najbardziej wyuzdaną miniówę,jaką kiedykolwiek widziałeś. Ale mi to oczywiście nie przeszkadza....Objąłem cię  w pasie,dziękując,za gratulacje,a gdy inni już poszli,przyciągnąłem cię pocałunku.
Zaczął delikatnie podgryzać moją dolną wargę,na co odpowiedziałem mu tym samym.
Kiedy skończyliśmy,otarłeś się o mnie i przygryzłeś prowokująco wargę.
-Mmmm.Widzę,że jesteś dzisiaj strasznie niewyżyty..-Klepnąłem cię w tyłek,na co jęknąłeś.
-Twoja wina!-Uśmiechnąłeś się-Mogę mieć do Ciebie prośbę?
-Co tylko chcesz,kochanie.
-Zajmij się mną w domu...-Powiedziałeś cicho,oblizując wargę.
-Z chęcią...-Znów zaczęliśmy się całować.
-Ej nie za dobrze wam tam?!-Kai zaczął się śmiać.-Moglibyście ruszyć wasze czcigodne dupy i przyjść!!-Wydarł się,z uśmiechem. Boże,czemu on się tak do wszystkich szczerzy? Nie bolą go po tym mięśnie twarzy.
Wziąłem cię za rękę i posłusznie poszliśmy za Leader-sama.
W czasie gry,nie mogłem przestać patrzeć na ciebie patrzeć.
Jesteś mój...Tylko mój...
Kocham cię i zrobię dla ciebie wszystko,Kouyou. Nawet jeśli oznaczałoby to,że muszę przeżyć ślub i wesele zorganizowane przez wokalistę.
Dzięki tobie,nie boję się już przyszłości,bo wiem,że spędzę ją przy twoim boku. 

czwartek, 2 sierpnia 2012

Sweet Perfection


Paring:Aoiha
Typ: Oneshoot
Opis: Trochę tekstu i...Seks,seks,seks...
Miłego czytania.

___________

Szedłem powoli szkolnym korytarzem,nie zważając na przezwiska i komentarze,jakimi mnie obdarowywano. Szkoła zaczęła się dopiero tydzień temu,a ja już marzyłem o jej końcu. Kopnąłem jakąś puszkę,która znalazła się na mojej drodze do klasy,gdzie odbywały się lekcje japońskiego. To był zdecydowanie najnudniejszy i znienawidzony przeze mnie przedmiot,a pech chciał żeby moim nauczycielem prowadzącym była właśnie nauczycielka japońskiego. 
Jak zwykle wszedłem do klasy pięć minut po dzwonku z ciepiętniczą miną.
-Och,witamy szanownego pana Shiroyamę! Jakże się cieszymy,że zaszczycił nas pan swoją obecnością.
-Ta,mi też miło panią widzieć.-Uśmiechnąłem się do tej jędzy.
Skierowałem się do mojego ukochanego miejsca w ostatniej ławce pod oknem,które zajmowałem od 2 lat . 
Po 10 minutach "wykładu" drzwi z impetem otworzyły się i do klasy wszedł nieznany mi... Chłopak?
-Przepraszam,za spóźnienie.
Tak,na pewno chłopak. Ym...W dodatku miał cholernie pociągający głos i niewątpliwie był śliczny.
Miał bardzo długie rzęsy,duże,brązowe oczy,podkreślone czarną kredką i idealnie ułożone włosy.Spojrzałem na jego usta. Były dość wydatne,a górna warga zdawała się być nieco opuchnięta,choć w rzeczywistości nie była. 
Był drobny,a jego nogi wpedziły by w kompleksy niejedną dziewczynę, co podkreślił wkładając czarne,chyba skórzane rurki i koszulę pod kolor. 
Jego szyję zdobiły dwa naszyjniki, i obowiązkowo pieszczocha.
No,no...Miał nawet odpowiednie buty....Glany, dwudziestki! Ideał...
-Nic nie szkodzi.Proszę państwa to jest nasz nowy uczeń.Przedstaw się wszystkim.-Zaszczebiotała klasowa zmora.
-Takashima Kouyou.-Powiedział niemalże z prychnięciem.
-Dobrze,a skąd jesteś?
-Z Kanagawy...Moi st..rodzice kupili tu dom.
-Wyśmienicie.A jak szło ci w poprzedniej szkole?Słyszałam,że byłeś dobry z japońskiego.-Teraz to ja prychnąłem. Takashima zerknął na mnie,a ja spojrzałem mu wyzywająco w oczy.
-Dość dobry. 
-Yhm..To mam nadzieję,że będziesz jednym z moich lepszych uczniów. A teraz wybierz sobie miejsce.-Powiedziała i usiadła  za swoim wielkim biurkiem. 
Jeszcze raz spojrzałem na nowego, a kiedy nasze spojrzenia znów się spotkały,uśmiechnął się pod nosem i  podszedł do mojej ławki.
-Hej...Mógłbym się do ciebie dosiąść? Wiesz,nie chciałbym siedzieć sam...-Zrobił smutną minkę.
-Luz,siadaj.-Wziąłem torbę z krzesła obok.
-Dziękuję...-Powiedział cicho po czym wypiął się do mnie,poprawiając rozwiązane sznurówki.
Nie mogłem odwrócić wzroku,choć doskonale wiedziałem,że tylko mnie podpuszcza. Udało mu się.
-Ładna dupa z ciebie...Jestem Yuu,ale mów mi Aoi.-Powiedziałem mu na ucho,kiedy już usiadł.
Obserwowałem jak jego policzki stają się czerwone.
-W takim razie mów mi Uruha.-Znów spojrzałem na jego usta...Wydawały się takie miękkie...Wręcz idealne do całowania.
-Ymm..Śliczny...Pasuję Ci..-Zamruczałem. Obserwowanie jego reakcji było lepsze niż oglądanie kablówki. 
-Dziękuję...Ty też jesteś...Całkiem,całkiem...
-Przystojny? Tak,wiem.-Puściłem do niego oko.
Reszta lekcji minęła mi na przyglądaniu się Urusze i gadaniu z nim o wszystkim.
Przez cały dzień nie odstępowałem go na krok.Siedzieliśmy razem na wszystkich lekcjach oprócz chemii i fizyki.
Jednak pomimo upływu czasu,który ze sobą spędzaliśmy,byliśmy jeszcze na etapie przyjaciół i nawet się nie całowaliśmy,co wpędzało mnie w głęboką depresję.
Postanowiłem coś z tym zrobić...
                                                    ***
-Ej! Shima,skarbie!-Krzyknąłem i zacząłem biec w stronę Uru. A to mała menda,przecież prosiłem żeby na mnie zaczekał. Kiedy do niego dobiegłem,zauważyłem jak kręci swoim seksownym tyłeczkiem i dałem mu mocnego klapsa.
-Ała! Aoi,debilu! Co robisz?-Chciał mnie kopnąć,ale uniknąłem ciosu i gdyby nie mój refleks Uruha zapewne leżałby teraz na chodniku.
-Miałeś na mnie poczekać..-Moje ręce zjechały na jego biodra.-Poza tym...Czy potrzebuję jakiejś specjalnej zgody,żeby móc cię trochę podotykać?
-Tak!-Krzyknął,próbując mi się wyrwać.
-No to może pan niedotykalski da się zaprosić,do kina,hmmm?-Zamruczałem mu do ucha.
Ku mojemu zaskoczeniu Takashima objął mnie za szyję i przybliżył się na tyle, że nasze twarze dzieliło parę centymetrów. Zaledwie kilka małych centymetrów od tych idealnych ust...
-Wiem co kombinujesz...-Musnął ustami moje ucho.-Ale musisz się postarać...Bądź o 17...Czekam...-poczułem jego wargi na swojej szyi.
Nie mogłem nic powiedzieć,stałem i patrzyłem jak młodszy odchodzi z uśmiechem na ustach,dopóki nie zniknął za zakrętem.
-Oj,postaram się,zobaczysz.-Odwróciłem się i szybkim krokiem poszedłem do siebie.
***
Szybko wszedłem do swojego mieszkania. Tak,mieszkałem sam,bo matka wywaliła mnie,jak dowiedziała się,że drugi raz nie zdałem do następnej klasy. (No przepraszam,musiałam jakoś wyjaśnić,dlaczego Aoi, jest w tej samej klasie co Kou,będąc od niego o 2 lata starszy dop.Autor).
Jednak teraz moja średnia nie spadała poniżej 4,0 , co było zasługą chłopaka o niesamowicie dużych i brązowych oczach.
Wziąłem szybki prysznic,ułożyłem i lekko natapirowałem włosy,po czym zrobiłem dość ostry makijaż. Ubrałem czarne,ciasne spodnie i białą koszulę. Sprawdziłem jeszcze czy mam portfel,klucze i telefon i prawie wybiegłem z domu.
***
Tak jak przewidziałem były straszne korki i pod domem Kouyou znalazłem się 20 minut po czasie. Pech chciał,żebym mieszkał w samym centrum,a on na drugim końcu miasta.
Wziąłem głęboki wdech i zapukałem do drzwi jego domu.
Po paru minutach czekania  drzwi w końcu się otworzył,a moim oczom ukazał się obiekt moich westchnień Myślałem,że dostanę ślinotoku na jego widok.
Modelka jak zawsze miał perfekcyjnie ułożone włosy,mocno podkreślone oczy i pomalowane rzęsy. Założył fioletową bluzkę i dopasowane czarne legwarmersy. Odważnie...
-A już myślałem,że nie przyjdziesz...-Młodszy zrobił smutną minkę.
-Sorry,korki były.Aż tak źle o mnie myślisz?-Delikatnie objąłem go w pasie,na co lekko drgnął.
-Nie...-Przytulił się,a ja mocniej go do siebie przyciągnąłem,głaszcząc po plecach.
-To co? Idziemy?-Powiedziałem,kiedy się od siebie odkleliliśmy.
-Ok.
Wsiedliśmy do auta,odpaliłem i zaczęliśmy jazdę.
Wybrałem okrężną drogę,dzięki której omineliśmy największe korki.
Dojazd zabrał nam jakąś godzinę,ale jak na tokijskie warunki to był niemal cud.
Kiedy byliśmy już na miejscu,Uruha zaczął czytać tytuły filmów i wymusił wybór jakiegoś romansidła gdzie grała jego ukochana aktorka. Na początku nie chciałem się zgodzić,ale wystarczył jeden jego uśmiech i byłem gotów poświęcić te dwie godziny.
Po kupnie biletów,ustawiłem się w kolejce po dwie Cole,podczas gdy Shima i torby czekały na mnie przy małym stoliczku.
Będąc przy kasie,zauważyłem,że do Kouyou podszedł jakiś koleś i bezwstydnie z nim teraz flirtował.
-Zabiję gościa...-Chłopak podający mi Colę skrzywił się lekko. że
Niewiele myśląc podszedłem do rozmawiającej parki,położyłem Cole na innym stoliczku i objąłem Ślicznego w pasie. Stał do mnie tyłem,więc nie mógł nic zrobić.Bezceremonialnie wpiłem się w jego usta,przygryzając mu dolną wargę.
Był w niezłym szoku i próbował się wyrwać,na co mocniej go do siebie przyciągnąłem,pogłębiając pocałunek. Tak jak się spodziewałem miał miękkie i słodkie usta.
Położyłem mu jedną rękę na biodrze,drogą przytrzymując go za szyję,żeby nie mógł mi się wyrwać.Przejechałem językiem po jego dolnej wardze.Shima drgnął tylko.
Czułem,jaki jest spięty,ale dalej gwałciłem jego usta. Niestety zapomniałem,że Uruha to Uruha...
Poczułem,że coś boleśnie wbija mi się w wargi.
Ów czymś  były oczywiście ząbki Kouyou,który perfidnie mnie gryzł,żeby tylko się oderwać.
Ale nie ze mną te numery...
Zacząłem mocno gryźć jego wargi. Ten masochista nie przestawał,więc ja też nie. Trwało to jeszcze chwilę,kiedy poczułem smak krwi
Niechętnie się od niego oderwałem,patrząc na stróżkę krwi,spływającą z jego boskich ust.
Zawsze wiedziałem,że nasz pierwszy pocałunek będzie wyjątkowy,ale nigdy nie myślałem,że do tego stopnia.
-Przepraszam,że przerywam,ale nasz film już się zaczął.-Zwróciłem się do obserwującego całe zajście chłopaka.Spojrzałem na szatyna.Przykładał sobie palec do ranki,
-Ok i tak miałem już się zmywać.To pa, kotku.-Posłał buziaka Takashimie,odwrócił się i poszedł. Uru musiał mnie przytrzymać,żebym do niego nie podbiegł i boleśnie mu nie uświadomił,że Śliczny jest mój.Tylko mój.
-Uspoój się! A w ogóle to co to było,hę?! Rozwaliłeś mi wargę!!-Dźgnął mnie w żebro.
-Nie martw się,zawsze mogę poprawić...-Uśmiechnąłem się,a on tylko przewrócił oczami.-A co to był za facet? I o czym tak dyskutowaliście?
-A co?  Zazdrosny?-Uśmiechnął się pod nosem.-Nie wiem,dosiadł się do mnie i zaczął prawić mi komplementy,zupełnie jak ty.
Spojrzałem na niego zabójczym wzrokiem.
-No co?
-Jak nie chcesz,żebym zgwałcił cię tu i teraz,to lepiej już chodź.
                                                         ***
Tak jak się domyślałem film był bardzo nudny. Typowe love story,najpewniej z happy end'em. Byłem bardziej zajęty patrzeniem na Ślicznego,niż tym co dzieje się na ekranie.Najwyraźniej Uruha też nie był tym zbytnio zainteresowany,bo w pewnym momencie położył mi głowę na kolanach.
-Nie jest Ci trochę niewygodnie?-Zacząłem głaskać go po głowie.
-Nie, a tobie?-Pokiwałem przecząco głową,pochyliłem się i delikatnie musnąłem go w czoło.
Znów zaczęliśmy oglądać ten beznadziejny film.Znaczy Uruha zaczął,bo ja byłem zajęty mentalnym gwałceniem jego ust.
Ooo,świetnie...Zaczęły się sceny erotyczne.
-No,no...Już wiem czemu chciałeś iść na ten film.Laska całkiem nieźle jęczy.-Wyszeptałem do Uruhy.
-Pfff...Umiem lepiej.-Spojrzał na mnie,mrużąc oczy.
-Tak? To udowodnij.
Kou przebiegle się uśmiechnął i usiadł na mnie okrakiem.
Szczerze mówiąc nie spodziewałem się czegoś takiego i musiałem się powstrzymać,żeby nie jęknąć.
-Ohhh! Yuuu!! Taaaaaak! Mocniej!! Tak! Tak Tak!! A-aaaa...-Zaczął jęczeć i delikatnie się ocierać,a ja przytrzymałem go za biodra i próbowałem stłumić swoje jęki.
Poczułem jak obejmuje moją szyję.
-Tak,Aoiii! Szybciej!! Ah..Ah..Taaak!-Spojrzał mi w oczy,a ja zacząłem się podniecać.
-Przepraszam panów,ale takie zachowanie jest niedopuszczalne. Poskarżyło się na państwa bardzo wielu widzów,dlatego proszę o niezwłoczne opuszczenie sali.-Spojrzałem na kobietę,która to mówiła. Była trzy razy szersza ode mnie i chyba wyższa od Kouyou,więc głupotą byłoby dyskutowanie z nią.
Wziąłem szatyna za rękę,który na szczęście nie protestował i wyszliśmy,śmiejąc się pod nosem.
-A widziałeś jej minę?-Powiedział Shima kiedy byliśmy już przy samochodzie,między przerwami śmiechu.
-Ta...-Wciąż patrzyłem na nasze splecione ręce.Uruha niestety to zauważył.
-Wiesz,jeśli nie chcesz to...
-Zamknij się...-Objąłem go lewą ręką w pasie.
-Aoi?
-Zamknij się...-Spojrzałem mu w oczy i pocałowałem,tym razem.
Po chwili wyższy zaczął oddawać pieszczotę,a kiedy przejechałem językiem po jego dolnej wardze,uchylił usta. Oczywiście skorzystałem z okazji i wtargnąłem językiem do środa,dokładnie badając wewnętrzną budowę jego policzków.Na początku walczyliśmy dominacje,ale Uruś szybko uległ. Możliwe,że całowaliśmy się tak półgodziny,dopóki nie poczuliśmy na policzkach krople deszczu.
Oderwaliśmy się od siebie,a ja spojrzałem mu w oczy ciągle go obejmując.
-Yuu,ja...-Wyszeptał,a po policzkach spłynęły mu łzy.
-Zrobiłem coś nie tak?-Znów go do siebie przytuliłem.
-Nie..Yuu..Ah,ja...Chcę być z Tobą!-Odsunął się i musnął moje wargi.-Od dawna o niczym innym nie myślę,ale teraz już nie mogę...Chcę,pomimo,że wiem,że Ty chcesz mnie tylko przelecieć...-Powiedział cicho.
-Czyś ty zgupiał do reszty?Ja cię kocham,debilu!-Sam,nie wierzyłem,że to powiedziałem. Ale czy to była miłość? W sumie,jeśli chęć wszystkiego co najlepsze dla drugiej osoby,nawet jeśli by z tobą nie była,to właśnie miłość... To z całą pewnością go kocham.
-Kochasz?-Śliczny znów się rozpłakał.
-Tak. I od dziś oficjalnie jesteś moją dziewczyną. A teraz,jeśli nie wejdziesz do auta,to nie wiem czy się nie rozmyślę.-Kou pocałował mnie jeszcze w policzek,po czym szysbko wsiadł do samochodu.
Tak,ten wieczór wiele zmienił w naszych relacjach.Staliśmy się praktycznie nierozłączni,co dopełniał fakt,że
 Uruha się do mnie wprowadził.
Dlaczego?
Bo jego kochana matka nie toleruje związków homoseksualnych i wywaliła go z domu. Nie powiem,było mi to bardzo na rękę.
Jednak pomimo tego,że byliśmy i mieszkaliśmy razem już prawie pół roku,jeszcze się nie kochaliśmy...
Oczywiście,rozmawiałem o tym z Uruhą i powiedział,że dla niego to za wcześnie. Rozumiałem go i nie naciskałem. W końcu ja miałem 19,a on dopiero 17 lat.
Powiedziałem,że dla niego mogę czekać całą wieczność,więc moje zdziwienie było ogromne,kiedy pewnego dnia podszedł i usiadł na mnie rakiem.
-Kouyou...Oglądam...
-A nie wolisz sobie pooglądać mnie?-Delikatnie musnął moje wargi i zaczął się ocierać.
-Uru...-Jęknąłem,ruszając pod nim biodrami.
-Yhm...-Teraz zaczął całować moją szyję i wkładać ręce pod koszulę.
-Co cię opętało?-Wymruczałem mu do ucha,przygryzając je.Nie wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić,ale zaryzykowałem...
Przekręciłem się tak,że leżąc na nim,zacząłem całować jego obojczyki.
Czy mówiłem już,że od jakiegoś tygodnia Uru chodził bez koszulki,bo jak mówił "za ciepło tu"?
Nagle poczułem coś twardego na swoim podbrzuszu.Czyżby?...
-No,no..Widzę,że ktoś ma tu mały problem...
-A..Aoi...-Wyjęczał.-Kochaj się ze mną.Proszę...-Spojrzałem na niego zszokowany.
-Proszę.-Powtórzył cicho. Czułem,że mam coraz mniej miejsca w spodniach.
-Kocham cię.-Dodał,kiedy zacząłem wodzić rękami po jego nagim i idealnym torsie.
-Wiem.Ja ciebie też,ale jesteś pewien,że tego chcesz? Jak zacznę to nie przestanę...-Zacząłem gryźć jego sutki.
-Czy ja mówię niewyraźnie?Zerżnij mnie!
-Jak sobie życzysz,kochanie.-Wziąłem go na ręce i zaniosłem do sypialni,od razu rzucając na łóżko i przykrywając go swoim ciałem.Chciał coś powiedzieć,ale skutecznie zatkałem mu usta swoimi.Kiedy pozbyłem się swojej koszuli i spodni Kouyou,szatyn uklęknął między moimi nogami i zaczął rozpinać mój rozporek zębami.
Kiedy wreszcie mu się udało,pomogłem mu zdjąć ze mnie spodnie i bieliznę. Kou oblizał się lubieżnie,po czym znowu uklęknął ,przejeżdżając dłonią po mojej rekcji. Powoli zanurzył ją w swoich słodkich i gorących ustach.
Jęknąłem przeciągle,wpatrując mu palce we włosy i nadając odpowiednie tempo.
Shima zaczął na przemian lizać i pogryzać mojego członka,a ja wiłem się z rozkoszy głośno jęcząc. Jednak po chwili,dałem mu znak,żeby przestał.
-Chcę dojść w tobie.-Wydyszałem,a Śliczny niechętnie przestał.
Znów zaczęliśmy się całować,a potem jednym ruchem zdjąłem z niego bokserki,a moim oczom ukazała się jego wyprężona męskość.
Oblizałem wargi i znów rzuciłem go na łóżko.Leżał teraz pode mną taki niewinny, a ja miałem nad nim całkowitą władzę.
-Kou...Odwróć się,muszę cię przygotować.-Wydyszałem między pocałunkami.
-Nie...Zrób...To od razu...Błagam...-Otarł się o mnie i jęknął.
Mimo,że miałem na niego wielką ochotę,to wiedziałem,że pierwszy raz strasznie boli.
Odwróciłem go szybko i w włożyłem jeden palec do jego dziurki. Jęknął i zaczął się strasznie wyrywać.
-Nawet o tym nie myśl! Chcę cię czuć!-Objął nogami moje biodra,kiedy udało mu się ponownie się do mnie odwrócić.
-Ale wiesz,że nie będziesz mógł jutro chodzić?
-Wiem...Yuu,proszę.Kocham cię i chcę cię poczuć.Poza tym możesz mnie nosić.-Musnął moje wargi.
-Dobrze,mój mały masochisto.-
Uruha rozstawił szerzej nogi,a ja zatkałem jego usta swoimi,powoli w niego wchodząc.
Jęknął,gdy wprowadziłem go do połowy. 
-Wytrzymaj,przepraszam.-Wyszeptałem mu do ucha.Jednym ruchem wszedłem w niego do końca. Uruha wrzasnął.
To był najgorszy dźwięk jaki słyszałem w swoim życiu. Bolesny krzyk mojego ukochanego i to jeszcze z mojej winy...Okropne uczucie. 
Chwilę później moja modelka dała mi znać,że mogę zaczynać.
-Uuuuruuś jakiś ty ciasny!-Wyrwało mi się.
-Aoi...Nie pierdol,tylko mnie wreszcie weź!-Powiedział przez łzy.
Zacząłem przyśpieszać,wsłuchując się w jego jęki.
-Mocniej...Mocniej...Mocniej,kurwa!-Wrzeszczał.
-Kouyouuu-Wchodziłem w niego coraz głębiej. Nasze oddechy były już mocno przyśpieszone.
-Aaa....Yuu..Tak,o tam!-Odchylił się kiedy trafiłem w jego prostatę.
-Tak! Rżnij mnie!-Wrzeszczał i mocno zaciskał mięśnie,co doprowadzało mnie do szaleństwa.
No,no...Kto by pomyślał,że Kouyou jest taki niewyżyty.
Moje ruchy były coraz bardziej chaotyczne,a Uru zaczął się na mnie nabijać. Łóżko trzesło sie z każdym naszym ruchem.
Po paru mocniejszych pchnięciach  i wrzaskach Kouyou,wreszcie doszliśmy.
Kouyou opadł na łóżko wyczerpany,mrucząc jak bardzo mnie kocha.
Jednak ja wpadłem w jakiś dziwny trans...
Mimo,że już doszedłem,nie mogłem się powstrzymać i zacząłem poruszać się w nim od nowa,znów przeżywając niewyobrażalną rozkosz.
-Aoi...-Uruha miał zamglony wzrok i wypieki na twarzy,a z jego wnętrza wciąż wypływała moja sperma.
-Aoi!-Krzyknął kiedy zacząłem wchodzić w niego coraz mocniej i szybciej. Wiedziałem,że jest to strasznie bolesne,bo przecież wcześniej starałem się to robić delikatnie.
Wiedziałem,a mimo to nie potrafiłem przestać.
-Ahh...-Wyjęczałem kiedy,Kou zaczął mnie drapać,żebym przestał,a takim zachowaniem jeszcze bardziej mnie podniecał.
Cały czas przyśpieszałem,doskonale wiedząc,że strasznie go to boli.
Już nic nie mówił,tylko jęczał i wpatrywał się w sufit,poruszając się tylko dzięki moim mocnym pchnięciom.
Po prostu leżał,a ja rżnałem go jak jakąś tanią dziwkę,byle by dojść.
Po kilku drapieżnych wejściach w jego wnętrze,targnął mną potężny orgazm.
Doszliśmy razem. Wyszedłem z niego.
Nie wiem co mnie wtedy ocuciło.
Widok krwiście czerwonej mazi wypływającej między jego udami,czy Kou,który prawie nieprzytomny leżał,oddychając bardzo płytko.
Zdałęm sobie wtedy sprawę co zrobiłem...
-Uru,przepraszam,przepraszam...Nie wiem co mnie napadło..Byłem tak podniecony,że nie umiałem przestać...Przepraszam...Boże,co ja zrobiłem..-Pochyliłem się nad nim,zalewając się łzami.
Myśl,że zgwałciłem swojego ukochanego,jeszcze do mnie nie docierała.
-Aoi...Boli...-Wyjęczał cicho.
-Wiem,wiem..Proszę,wybacz mi...Zrobię wszystko..Tylko mi wybacz...
Zaniosłem go do łazienki i pomogłem mu się umyć.  Oczywiście cały czas przepraszając i obiecując,że nigdy już tego nie zrobię.
Potem ubrałem go w prowizoryczną piżamę i położyłem na łóżku.
Był ledwo żywy.
-Dzięki...-Spojrzał na mnie,próbując się uśmiechnąć.
-Przepraszam...Śpij już.-Musnąłem jego usta,po czym wstałem,chcąc wyjść z pokoju,ale poczułem jego rękę,na swojej.
-Aoi...-Nie chciałem znów patrzeć na tę wymęczoną buźkę.
-Yuu...-Powtórzył zniecierpliwiony.-Powoli się do niego odwróciłem
-Przecież nie pozwoliłbym ci tego,zrobić,gdybym nie chciał.Nic mi się przecież nie stało,nie jestem z cukru. I przecież dobrze wiedziałem,że będzie boleć. I wiesz,co? Cieszę się,że to zrobiłeś. Teraz mam pewność,że jestem już twój do końca.-Uśmiechnął się do mnie,po czym delikatnie pocałował.Całowaliśmy się bardzo czule,nieśpiesznie,a ja zrozumiałem,że Kouyou naprawdę nie ma do mnie żalu.
-Aishiteiru.-Wyszeptałem,mocno go do siebie przytulając.
-A spróbowałbyś nie...-Zaśmiał się i pociągnął mnie na łóżko. Ułożyłem się koło Ślicznego.
-Ale jedno musimy sobie obiecać.-Powiedział cicho,wtulając się we mnie.
-Co tylko chcesz.
-Nie zostawisz mnie...Nigdy.
-Oczywiście,że nie !...Bo kogo ja bym gwałcił?-Musnąłem ustami jego szyję.
-Poduszki?
Zaśmialiśmy się.
                                             ***
I tak nasz związek przetrwał już dziesięć lat...Oczywiście,nie obyło się od zrywania,ponownego wracania,kłótni,wyprowadzania się,wrzasków a nawet bójek.
Oczywiście wiadomo,że ze sławą wiąże się wiele problemów i utrudnień.Teraz na przykład,przez całe dni udajemy,że nasze relacje bardzo się ochłodziły,żeby w nocy pokazać sobie,jak bardzo się kochamy.
Kocham go,a on kocha mnie,chociaż czasem naprawdę trudno w to uwierzyć.
Ale z tego właśnie powodu stoję pod drzwiami naszego mieszkania,z pierścionkiem w ręku.
Tak,chcę mu się oświadczyć...

C.D.N.