Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Your heart will die with me. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Your heart will die with me. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 lipca 2013

Your heart will die with me VIII

Paring:AoixUruha
Part:VIII/?

Od autora:Przede wszystkim chcę podziękować wszystkim,którzy komentują i zaglądają na bloga.~ Dziękuję,tym dajecie mi wielką motywacje<3 
Tym razem będzie krótko z powodu braku weny,ale mimo wszystko mam cichą nadzieję,że Wam się spodoba.
~Enjoy.




Trzask.
 Mój telefon właśnie wylądował na podłodze,natychmiast milknąc. Przytulony do poduszki,miałem właśnie powrócić w objęcia Morfeusza,jednak część mojej świadomości miała inne plany...
-Cholera...-Mruknąłem  i poderwałem się z łóżka. Przez wczorajsze wydarzenia zupełnie zapomniałem o próbie zespołu.
 Pobiegłem do łazienki,wziąłem szybki prysznic,ułożyłem włosy,zrobiłem makijaż i ubrałem czarne spodnie i białą koszulę,która zawsze podobała się Kouyou. Wziąłem głęboki wdech i wybiegłem z mieszkania. Na szczęście gitarę i cały sprzęt miałem w samochodzie,wystarczyło tylko odpalić i ruszyć.Pozostawało mi jedynie nie zgubić się,jadąc do domu naszego leadera i uniknąć legendarnych tokijskich korków...

Po godzinie dotarłem na miejsce i zacząłem wypakowywać cały sprzęt. Gdy byłem gotowy,podbiegłem do wielkich drzwi i zacząłem energicznie pukać. Miałem nadzieje,że Kai wybaczy mi to drobne spóźnienie...
Drzwi powoli uchyliły się, a za nimi ukazał się ten mały diabeł.
-O...Aoi! A ty nie z Uruhą?
-Cześć Ru,też miło cię widzieć.-Warknąłem i wszedłem do środka.
-Hej Yuu,dobrze,że już jesteś. Czekaliśmy tylko na ciebie.-Yutaka uśmiechnął się,pokazując swoje urocze dołeczki i pomógł mi zanieść wszystko do piwnicy. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu,szukając tej jednej osoby.
-Kouyou...-Coś we mnie pękło,gdy zobaczyłem w jaki sposób uśmiecha się do basisty.
-Cześć Shiro,dobrze,że jesteś!-Akira uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i pomachał. Mruknąłem coś w odpowiedzi.
Cały czas czułem na sobie wzrok Uruhy,ale gdy się obróciłem on uparcie wpatrywał się w podłogę. Coraz bardziej wystawiał moje nerwy na próbę.
-No dobra,ruszcie te leniwe tyłki i gramy!-Zarządził perkusista,gdy skończył oglądać Takę,który najwyraźniej myślał też o karierze cyrkowej,skacząc ze schodów i lądując z hukiem na ziemi.
Po nastrojeniu gitar i basu,zaczęliśmy próbę. Próbowałem się skupić,lecz cały czas wodziłem wzrokiem za Uruhą. Jego pięknych oczach,ustach,nogach...
-Shiroyama!-Nawet nie wiem kiedy Kai znalazł się koło mnie.
-Stary,co się z tobą dzieje? Chory jesteś?-Przyłożył mi rękę do czoła.
-Tak...Znaczy nie! Nie,oczywiście,że nie! Zamyśliłem się...
-Pewnie obmyśla plan jak zaciągnąć Ślicznego do łóżka.-Usłyszałem za sobą śmiech Matsumoto i szmaciarza. Zaśmiałem się nerwowo i spojrzałem na Shimę.
Czy on zamierza...
-Ała! Czy tobie już do reszty padło na mózg?! Za dużo słoneczka?!-Ruki trzymał się za krwawiący nos,a drugą ręką próbował odepchnąć od siebie wściekłego gitarzystę. Uru zamachnął się po raz drugi,ale na szczęście Reita zdołał odepchnąć go od zakrwawionego wokalisty. Powoli podszedłem do leżącego na podłodze Uruhy i podałem mu rękę,którą natychmiast odtrącił. Wstał i obdarzając nas wszystkich pogardliwym spojrzeniem,wybiegł z piwnicy.
-Ej! Wracaj tu!-Leader-sama zaczął biec za nim i krzyczeć,żeby się zatrzymał.
-Nic ci nie jest?-Zwróciłem się teraz do Takanori'go,który z pomocą Rei'a próbował zahamować krwotok.
-Przeżyję.-Mruknął cicho i spróbował się uśmiechnąć,chociaż jego twarz była wykrzywiona w bólu.
Kiwnąłem głową i włożyłem gitarę do pokrowca.
-Koniec próby,możecie iść. Ruki, ty zostań,zawiozę cię do szpitala. Mógł złamać ci nos...
Odwróciłem się w stronę Tanabe,który uważnie przyglądał się poszkodowanemu. Przeszył mnie dreszcz kiedy chłopak ruszył w moją stronę. Trudno było mi określić czy jest wściekły czy nie,ale było widać jak na doni,że targają nim silne emocje.
-Nie wiem co się stało i nie chcę wiedzieć,ale nie życzę sobie więcej takich sytuacji. A jeśli się zdarzą,to będziemy musieli pożegnać się z jednym z waszej dwójki.Rozumiemy się?-Powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.
-Hai.-Kiwnąłem głową.  Kai czasami naprawdę mnie przerażał...
Czując,że moja obecność była całkowicie zbędna,zabrałem wszystkie swoje rzeczy i wyszedłem.
Po godzinie i dwóch,spędzonych w gigantycznym korku,znalazłem się pod drzwiami mojego mieszkania. Już chciałem opróżniać całą zawartość moich kieszeni i torby w poszukiwaniu klucza.gdy zauważyłem ,że drzwi są lekko uchylone.
Uruha? Nie,niemożliwe... Więc kto? Kto był na tyle głupi,by chcieć mnie okraść? Przecież nie miałem nic,co zainteresowałoby potencjalnego włamywacza.
Pchnąłem drzwi i  cicho wszedłem do środka. Miałem przy sobie tylko parasol,który w moich rękach mógł stać się niezwykle przydaną bronią. Ściskając przedmiot w dłoniach,na palcach udałem się do kuchni,lecz tak jak w salonie ,nie zastałem tam nikogo.
Prawie dostałem zawału,kiedy ktoś położył mi rękę na ramieniu. Nie wiele myśląc,odwróciłem się i wymierzyłem w przeciwnika parasolem. Włamywacz zachichotał i spojrzał na mnie swoimi wielkimi,czarnymi oczami,spod wachlarzu długich rzęs.
-Oj Yuu,jesteś zabawny jak zawsze.Nic się nie zmieniłeś!
Powoli opuściłem parasol,patrząc z niedowierzaniem na  uśmiechniętą dziewczynę.
-Yu...Riko? Ale co ty...Jak?.. I kiedy ty tu wesz..-Przyłożyła mi palec do ust.
-Dałeś mi klucze.Nie pamiętasz?-Spojrzała na mnie rozbawiona. Pacnąłem się w czoło.
-Rzeczywiście. Przepraszam,myślałem,że ktoś właśnie wynosi mi meble z mieszania.-Podrapałem się w tył głowy. Jej melodyjny śmiech rozniósł się po całym pokoju.
-To czym zawdzięczam sobie tę wizytę?-Rzuciłem niby od niechcenia i usiadłem na kanpie. Yuriko zajęła miejsce obok.
-Nie przeczytałeś mojego listu? A może ten transwestyta...
-Kouyou. Ma na imię Kouyou.
-Kouyou...-Powtórzyła cicho.-Kouyou ci go nie dał? Przecież go prosiłam...A może to ty nie miałeś czasu,żeby...
-Przeczytałem.-Skłamałem,żeby tylko skończyła dochodzenie.
-Świetnie! W takim razie pojedziesz do hotelu po resztę moich rzeczy kochanie!-Klasnęła w dłonie.
-Resztę...Rzeczy?-Spojrzałem na nią pytająco.
-Jeżeli mamy razem mieszkać to przecież muszę mieć kilka swoich ciuszków,ne?-Rozejrzała się.-Jednak jeśli mam być szczera to mogłeś pomyśleć nad kupnem większego mieszkania. Yuu,możesz już jechać ?-Spojrzała na mnie zniecierpliwiona.
-Riko,uspokój się!-Nie wytrzymałem nerwowo.
-Musimy porozmawiać.Wyjaśnić sobie to wszystko.-Dodałem szybko,kiedy otwierała usta,żeby zacząć prawić mi kazania. Ostatecznie zgodziła się,choć nie obyło się bez marudzenia i wydziwiania,że najlepiej rozmawia się przy  kawie.
Po dwóch godzinach monologu Yuriko dowiedziałem się,że uświadomiła sobie jak bardzo mnie kocha dopiero gdy mnie zabrakło,a wróciła bo się stęskniła i chciałaby ze mną zamieszkać. Z Uruhą spotkała się tylko raz,a że był miły i zaprosił ją na herbatę,opowiedziała mu wszystko niemal tak dokładnie jak mnie.
-Yuu-kun?-Jej piskliwy głosik wyrwał mnie z zamyślenia. Odetchnąłem głośno.
-Możesz zostać na kilka dni,ale tylko ze względu na to,co kiedyś było między nami.-Powiedziałem głosem wypranym z emocji i kompletnie ignorując przytulającą się do mnie dziewczynę wstałem i wyszedłem.
Postanowiłem dla świętego spokoju pojechać po jej bagaże pod wskazany adres.
W drodze powrotnej wstąpiłem do pobliskiego baru. Musiałem jakoś odreagować wydarzenia z ostatnich dwóch dni. Wprawdzie nie powinienem pić,a potem prowadzić samochodu,ale nie przejmowałem się ewentualną interwencją policji. Gdyby mnie zatrzymali,wyświadczyliby mi tylko ogromną przysługę;nie musiałbym wracać do tej wiedźmy. Podszedłem do baru i zamówiłem whisky z Colą. Rozejrzałem się. Koło mnie siedziała jakaś roześmiana parka,za nimi osobnik przywodzący na myśl Yakuzę,z drugiej strony mocno wstawiona gyaru,a parę metrów za nią palący chłopak z lekko rudawymi i rozczochranymi włosami,którego nie sposób było pomylić z kimś innym. Uśmiechnąłem się pod nosem. Jednak kłamał,że rzucił palenie.
Zamówiłem jeszcze jednego drinka,którego kazałem dostarczyć ślicznemu szatynowi. Barman uśmiechnął się i posłusznie spełnił moją prośbę. Odetchnąłem z ulgą,kiedy chłopak przytknął szklankę do ust i spojrzał w moją stronę. Przez chwile patrzyliśmy sobie oczy. Jego spojrzenie było zupełnie obojętne, jak gdyby widział mnie pierwszy raz w życiu. Gdy wypił,wstał powoli i zrobił pierwszy,bardzo niepewny krok. Podszedłem do niego i pomimo jego protestów mocno chwyciłem go w pasie. Był do reszty przesiąknięty zapachem alkoholu i papierosów,a bladość jego skóry podkreślała sine cienie pod oczami i nadawała mu nieco wampirzy wyglądu.
-Shima,coś ty ze sobą zrobił?-Szepnąłem i mocno go przytuliłem. Zastanawiałem się jak można doprowadzić się do takiego stanu w kilka godzin. Poczułem jak zaczyna się wyrywać i krzyczeć,ale muzyka skutecznie go zagłuszała. Przyciągnąłem go do siebie tak blisko,że nasze usta dzieliło zaledwie parę centymetrów.
-Yuu przestań!-Zaczął mnie odpychać. Zignorowałem.
Nie interesowała mnie już treść wypowiadanych przez niego słów,powoli zbliżałem się do tańczącego tłumu,uparcie ciągnąc za sobą Kouyou.
-Aoi debi...
Zatkałem mu usta ręką i cierpliwie czekałem aż się uspokoi. Po paru minutach odetchnął głęboko i obdarzył mnie pijackim uśmiechem.
-Dlaczego nie możesz zostawić mnie w spokoju? A może nie chcesz?-Zaczął się śmiać.
-Jesteś pijany.Odwiozę cię do domu.-Powiedziałem stanowczo i znów do niego przylgnąłem. Zapach fajek i wódki mieszał się ze sobą,powodując potworne nudności,jednak ciepło bijące od jego ciała było tak przyjemne,że nie potrafiłem się odsunąć. Zacząłem powoli kołysać się w rytm muzyki,a łaskotki sprawiły,że mój partner niechętnie i nieco niezdarnie powtarzał moje ruchy. Wykorzystując fakt,że jest kompletnie pijany,powoli zjechałem rękami na jego pośladki. Cichy jęk spowodowany moim dotykiem jeszcze bardziej rozbudził we mnie potrzebę bliskości Kouyou. Kierowany pożądaniem odważyłem się przytknąć usta do jego szyi.  Miał taką delikatną skórę...
Składałem na niej coraz odważniejsze pocałunki. Częściowo straciłem nad sobą kontrolę.Jego westchnienia tylko zachęcały do dalszych pieszczot.
Tylko dlaczego jakaś mała cześć mnie krzyczała,że robię mu krzywdę?
Takashima,któremu najwyraźniej kręciło się w głowie,chwytał się mnie desperacko,nie mogąc zapanować nad swoim ciałem. Przegrał z alkoholem,a teraz robił wszystko,żeby nie upaść. Wtedy obraz idealnego Uruhy o lekko zaczerwienionych policzkach zaczął się rozpływać,a jego miejsce zajęła bolesna rzeczywistość,ukazując pijany wrak chłopaka.
-Odwiozę cię do domu.-Powtórzyłem  i wyprowadziłem go z klubu. Ledwie wyszliśmy,a Uruha upadł na kolana i zaczął wymiotować. Kiedy skończył,delikatnie wpakowałem go na tyle siedzenia mojego samochodu. Zanim ruszyliśmy,spojrzałem na niego w lusterku,aby upewnić się,że przetrwa tę podróż.
Zasnął. Nawet zmęczeniu malującym się na jego twarzy nie udało się naruszyć jego naturalnego piękna
Niechętnie odwróciłem wzrok i ruszyłem.
Może jeszcze nie wszystko stracone.

czwartek, 4 lipca 2013

Your heart will die with me VII

Paring: AoixUruha
Part: VII/?
Od autora: Nareszcie kolejna część...Przepraszam,że tak długo, ale wena mnie opuściła i zupełnie nie wiedziałam jak dalej pociągnąć ten wątek. Z dedykacją dla Midziak'a, bo bardzo pomogła mi w napisaniu tego.
Miłego czytania  (^w^)
________________________________________________________________________


- Uru wyłaź! - Wrzasnąłem po raz kolejny, dobijając się do drzwi
łazienki. Oczywiście rozumiałem, że moja księżniczka ma swoje
potrzeby, ale siedzenia tam od dwóch godzin to chyba lekka przesada?
Mi przyszykowanie się zajęło jakieś 15 minut, więc co on tam do diabła
robi tyle czasu?!
- Eh... Chyba nigdy nie zrozumiem "kobiet". - Westchnąłem głośno,
czekając kolejne 10 minut. Niestety, dalej okupował moją łazienkę.
Lekko podirytowany już tą sytuacją, zacząłem siłować się z klamką,
grożąc wyważeniem drzwi, jeśli nie ruszy swoich szanownych czterech
liter w ciągu pięciu minut.
- Ok, jak chcesz.. Idę sam! - Krzyknąłem zrezygnowany, gdy nawet moje
groźby nie zrobiły na nim wrażenia. Ubierałem właśnie kurtkę, gdy coś
przylgnęło do moich pleców.
- Kouyou? - Bardziej stwierdziłem, niż zapytałem. W odpowiedzi mruknął
cicho i dalej się przytulał.
- Kouyou musimy już iść... Jesteśmy już spóźnieni. - Odwróciłem się do
niego i... Zatkało mnie. Widok jaki sobą prezentował zapierał dech w
piersi. Miał lekko rozczochrane włosy i ostry makijaż, wręcz
hipnotyzował swoim wyglądem.
- Aoi? - Spojrzał na mnie spod przydługiej grzywki. - Wszystko w
porządku? - Poczułem jego delikatną dłoń na swoim policzku.
- W jak najlepszym... - Przyciągnąłem szatyna do siebie i mocno go
przytuliłem, zaciągając się jego zapachem niczym narkoman.
- Pięknie wyglądasz. Jak zawsze zresztą. - Wyszeptałem mu do ucha i
przygryzłem je delikatnie.
- Ty również.. - Posłał mi jeden ze swoich firmowych uśmiechów, który
tym razem był zarezerwowany tylko dla mnie.
- Musimy już iść, jesteśmy już spóźnieni. - Zacytował mnie i powoli
się ode mnie odsunął. Kiwnąłem głową i na powrót zacząłem się ubierać.

***
Tak jak się spodziewałem, utknęliśmy w ponad czterokilometrowym korku
i pod dom basisty dotarliśmy dopiero po godzinie. Uru wyszedł z
samochodu i szybkim krokiem podszedł do drzwi do których bez namysłu
zaczął się dobijać. Po paru minutach zobaczyliśmy Reitę i maleństwo
przytulającego się do jego boku. Kou przywitał się grzecznie i udał
się za nimi. Kiedy zdjął kurtkę, poczekał na mnie, żeby złapać mnie za
rękę i musnął moje usta swoimi. Próbowałem nie prychnąć, gdy Ruki
przewrócił oczami i wydął usta jak prawdziwa diva. Po chwili weszliśmy
do wielkiego salonu, całego udekorowanego balonami i kolorowymi
wstążkami, całymi pokrytymi brokatem (obstawiałem, że wystrojem zajął
się Matsumoto) oraz wielkimi zapasami piwa, pizzy i chipsów.
Rozejrzałem się po pokoju i od razu dostrzegłem znajome twarze. Shou i
Saga prowadzili ożywioną dyskusje z Kai'em, natomiast Reika za wszelką
cenę chciał rozweselić wiecznie obrażonego Yune.
Na początku rozmawialiśmy w podgrupkach, a głównym tematem była
oczywiście muzyka i różne wizje tworzenia jej. Po kilku piwach
atmosfera znacznie się rozluźniła i nawet Kazu zaczął odzywać się do
Takanori'ego, który kiedyś był na niego śmiertelnie obrażony.
Zastanawiało mnie tylko zachowanie Uruhy, który już od dłuższego czasu
patrzył na mnie z przesadnym zainteresowaniem i coraz częściej
doprowadzał do dość dwuznacznych sytuacji. Nie mówię o zwyczajnym
siadaniu na kolanach ani sporadycznym pocałunku, Shima najwyraźniej
czegoś ode mnie chciał, a jego ręka zdecydowanie za często lądowała
"przypadkowo" na moim kroczu. Podczas gdy dyskutowałem z Kazukim o
tym, gdzie najlepiej kupić gitarę elektryczną, kiedy Uru rzucił się na
mnie, prawie spychając mojego przyjaciela z kanapy.
- Kochanieee... - Usiadł poniżej moich bioder, zarzucając ręce na moja szyję.
- Eee... To ja was zostawię... - Kazuki spojrzał na mnie dziwnie i
zmył się zanim zdążyłem zaprotestować. Świetnie... Posłałem mojemu
chłopakowi zabójcze spojrzenie, którego to najwyraźniej bardzo
rozbawiło.
- Yuu... - Zamruczał cicho i otarł się o mnie. Z trudem stłumiłem jęk,
przygryzając wargi i rozglądając się po pokoju, czy przypadkiem nie
wzbudzamy zbyt dużego zainteresowania. Na szczęście napotkałem tylko
drwiący uśmieszek na twarzy wokalisty, reszta imprezowiczów była zbyt
zajęta piciem lub siłowaniem się.
- Kou, co cie napadło? - Zwróciłem się do szatana, który zaczął
okrężnie poruszać biodrami, wywołując u mnie przyjmie dreszcze.
Chłopak poderwał się nagle i zaczął ciągnąć mnie w stronę łazienki.
Ponowiłem pytanie, ale napotykając tylko jego zniecierpliwione i pełne
pożądania spojrzenie, zamilkłem i poszedłem za nim.
Kiedy zamknąłem za nami drzwi, poczułem usta Kouyou na swoim karku.
Czułem jak jego język bardzo powoli zjeżdża na moją szyję...
- Uru! - Krzyknąłem kiedy zaczął dobierać się do mojego paska.
- No co? - Przestał i uśmiechnął się prowokująco.
- Co cię opętało? I gdzie jest mój słodki i niewinny Kou? - Odgarnąłem
mu włosy z czoła.
- On tu nadal jest. - Powiedział i cicho zachichotał. - Ale jest też
Kou, który chce swojego Yuu...

- Wyszeptał i złączył nasze usta. Przylgnął do mnie, a ja czując
ciepło jego ciała, kompletnie zatraciłem się w tym pocałunku.
Byłem zaskoczony, że wszystko potoczyło się tak naturalnie, tak jakby
była to dla nas rutyna. Uruha hipnotyzował. Jego ciało, rumieńce na
twarzy, przyśpieszony oddech, ciche jęki... To wszystko sprawiło, że
przestałem się kontrolować, skupiając tylko na chłopaku pode mną.
Zamknąłem oczy kiedy zaczął rozdrapywać skórę na moich plecach.
- Yuu... - Usłyszałem jego szept koło mojego ucha. - Och... Yuu...
- Yuuu!
Powoli otworzyłem oczy, żeby spojrzeć na moją piękność.
- ?!! - Uniosłem wzrok i zobaczyłem pochylającego się nade mną
Takashimę, ubranego w moją bluzę i krótkie spodenki.
- No czemu tak na mnie patrzysz? Nie mogłem cię obudzić, a zrobiłem ci
herbatę... - Podał mi kubek.
- Dzięki... - Mruknąłem i wziąłem go od niego. Patrzył na mnie
wyczekująco, jednak ja nie byłem w stanie niczego więcej powiedzieć.
Miałem wielki mętlik w głowie.
- Ech... Będę w kuchni, gdybyś czegoś potrzebował.
Pokiwałem głową i spojrzałem na parę unoszącą się nad kubkiem.
Sen? To wszystko między nami to był jedynie nic nieznaczący sen? Na
domiar złego mój "przyjaciel" schowany w bokserkach domagał się
uwagi...
Zdezorientowany i cały obolały po nocy spędzonej na kanapie poszedłem
do łazienki.

***
- Właściwie to zapomniałem ci podziękować... Gdyby nie ty, pewnie
dalej bałbym się burzy. Tak więc dziękuję. I przepraszam... -
Powiedział i dokończył pić kawę.
Siedziałem w kuchni i słuchałem relacji Uruhy z poprzedniej nocy.
- Aoi?
- ...
- Aoi!
- Hm? - Podniosłem wzrok i dostrzegłem zirytowanie, malujące się na
twarzy mojego Shimy.
- Przepraszam, zamyśliłem się. - Uśmiechnąłem się do niego.
- Ostatnio często ci się to zdarza. Powiedz... Nudzę cię?
- Oczywiście, że nie! - Spojrzałem mu w oczy i dopiero teraz
zauważyłem, że są lekko zaczerwienione i opuchnięte. - Tylko
zastanawiam się dlaczego płakałeś. Chłopak momentalnie spuścił wzrok i
odszedł od stołu.
- To tylko alergia. - Sięgnął po chusteczki i wytarł załzawione oczy.
- Widzisz?
Kiwnąłem głową, lecz doskonale wiedziałem, że kłamie. Może i był
świetnym kłamcą, ale ja znałem go zbyt dobrze, by dać się mu oszukać.
Miałem jednak zasadę: nigdy nie wywierać presji, jeśli ktoś nie chce
lub nie może mi czegoś powiedzieć, tak więc nie pytałem o nic.
- Pójdę się położyć. - Usłyszałem i spojrzałem na gitarzystę.
- Jesteś zmęczony? A może chory? - Powoli do niego podszedłem.
- Nie, po prostu chciałbym się położyć. - Cały czas wpatrywał się w
podłogę, uważnie badając jej strukturę. Bez słowa delikatnie go
objąłem i poczułem ten cudowny zapach truskawek.
- To wystarczyło, żebym przywołał obraz jego, cicho jęczącego pode
mną. Zadrżałem lekko, a szatyn chyba to poczuł, bo szybko się ode mnie
odsunął. Spojrzałem na jego twarz i poczułem się co najmniej dziwnie.
Dotychczas zawsze pełen życia i uśmiechnięty Takashima, dzisiaj był
cichy i przygaszony, jakby zupełnie zapomniał jak okazywać emocje.
Drgnąłem kiedy cień dawnego Uruhy przeszedł koło mnie obojętnie.
Kouyou, dlaczego taki jesteś? Co się stało? Chcę cię
przytulić...Powtarzałem w myślach i patrzyłem jak powoli idzie do
sypialni, delikatnie kręcąc przy tym biodrami.
Zrezygnowany skierowałem się do salonu, ale obróciłem się, gdy
usłyszałem jego melodyjny głos.
- Byłbym zapomniał... Była tu dzisiaj Yuriko. Spałeś, więc otworzyłem.
Mówiła, że... że za Tobą tęskni... i... że jesteście ze sobą blisko,
dlatego zostawiła kopertę. Leży na stoliku, ale...
Dalszej części jego wypowiedzi już nie słuchałem.
Yuriko? Była tu? Ale przecież wyjechała, zostawiła mnie! Więc dlaczego
teraz wróciła i ośmieliła się tu przyjść? I jeszcze rozmawiała z
Uruhą, czyli...
- Twoje milczenie jest dla mnie wystarczającą odpowiedzią. -
Usłyszałem jego szloch.
- Co? Uru, ja...
- Wystarczy Shiroyama. Nie chcę, żebyś mi się tłumaczył. W końcu
jestem tylko, jak Ty to określiłeś?... A tak, zniewieściałym
transwestytą. - Uśmiechnął się przez łzy a ja jak kretyn stałem tylko
zszokowany, zupełnie nie wiedząc co mam mu powiedzieć.
Fakt pisałem z Riko o Kouyou, ale to było przecież miesiąc temu! Tylko
skąd ona mogła wiedzieć, że nasze relacje uległy zmianie, skoro
całkowicie zerwaliśmy kontakt...
- Shima, to nie tak... - Wyszeptałem ledwo słyszalnie.
- Myślałem, że jesteś inny... że mnie lubisz. - Skrzywił się, kiedy to
mówił. Podszedłem do niego i wyciągnąłem ręce w geście przytulenia.
- Uruś ja...
- Ja wychodzę. - Szybko się odsunął.
- Kou, proszę cię...
- Nie Yuu. Nie potrzebuję twoich bezsensownych tłumaczeń. - Syknął i
wybiegł z mojego mieszkania.
Zostałem sam. To wszystko potoczyło się za szybko...

                                            C.D.N.
___________________________________________________________________
Komentarze mile widziane ._.

piątek, 2 listopada 2012

Your heart will die with me VI

Paring: AoixUruha
Part:VI/?
Ostrzeżenia: Pisane z telefonu bez bety,bo naprawdę nie mam czasu.
Opis: Do bólu słodkie,nie wiem czemu takie wyszło no ale...Postaram się w następnych częściach trochę to zmienić ;)
Od autora: Gomene,że tak długo mnie tu nie było,ale miałam i mam strasznie dużo roboty...Miało być dodane w nocy,ale mam teraz chwilę czasu,więc postaram się ją w pełni wykorzystać.
Dedykacja: Dla Midziaka,piszącej do mnie nawet na twitterze. Dziękuję! :,) Przynajmniej wiem,że ktoś czeka na kolejne party!
____________________

Zaparkowałem na parkingu pod wielką galerią handlową,dziękując Bogu,że niebieskie Suzuki akurat zwolniło mi miejsce.

-Jesteśmy.-Powiedziałem do Uru,wyciągając klucz ze stacycjki.
-Yhm...Ale Aoi,naprawdę nie musisz...
-Przestań już!-Zaśmiałem się szturchając go w bok.-Ponoć otworzyli jakieś nowe sklepy,więc sam też chętnie się rozejrzę.
-No dobra...-Pocalował mnie w policzek.
Po paru minutach byliśmy już wewnątrz tego handlowego kolosa.Zagwizdałem z podziwem. W końcu pójście do największego centrum handlowego na terenie Tōkyō z Uruhą przy boku to nie byle co.
Oj tak,miałem czym poszpanować.
Spojrzałem na Kouyou,któremu z ekscytacji świeciły się oczy.
Oj stary,w coś ty się wpakował...
-No to Uruś...Gdzie najpierw?-Zapytałem,puszczając mu całusa.
-Eeee....Tam?-Pokazał na jedną z wystaw sklepowych,która różniła się od reszty.Manekiny wystawione na niej były ubrane w czarną skórę z mnóstwem ćwieków. Zwróciłem uwagę na czarną miniówę z czerwonym paskiem. Ciekawe jak wyglądałaby na gitarzyście...
Nie,stop. Aoi,zaprzestań,bo znowu wylądujesz z Urusiem w kiblu...Znaczy,nie żeby mi to przeszkadzało,ale takie rzeczy wolę robić w domu.
-Aoiś,no chodź!-Złapał mnie za rękę i pociągnął.
Spojrzałem na nasze splecione dłonie. Idealnie do siebie pasowały...
O dziwo,ludzie wcale dziwnie się na nas nie gapili. Wręcz przeciwnie! Niektórzy patrzyli z...zachwytem? Ale to była już pewnie zasługa Takashimy,którego jak obstawiałe,brali za śliczną dziewczynę.
Chwyciłem mocniej jego dłoń,na ci odpowiedział mi uśmiechem.
-Śliczne!-Szatyn pociągnął mnie w stronę półek z...
-Spódniczka?!-Zapytałem zdziwiony. Wiedziałem,że Kouyou bardzo lubi nosić damskie ciuchy,ale czy naprawdę chciał wyglądać jak dziewczyny z okładek Playboy'a?
Dźgnąłem go w mostek.
-Ej!
-Uru,ty naprawdę chcesz to przymierzyć?
-Hai,a co? Nie podoba ci się?-Zrobił smutną minkę.
-Wręcz przeciwnie!-Pocałowałem go w policzek,na co usłyszeliśmy słodkie "Oooo...." za sobą. Odwróciłem się i dostrzegłem dwie ekspedientki,które uważnie się nam przyglądały.
Ciekawy byłem czy to fanki yaoi,czy jednak widzą w nas normalną parę.
-W takim razie idziesz ze mną do przymierzalni...-Znów mnie pociągnął i tajemniczo się uśmiechnął.
-Odetchnąłem głęboko. No i jak ja mam się przy nim nie podniecać?...
Weszliśmy do małego pomieszczenia,a ja wciąż zastanawiałem się w jakim celu mnie tu zaciągnął.
-Dziękuję.-Powiedział cicho i przytulił się do mnie. Na początku po prostu stałem,zaskoczony tym ruchem,ale zreflektowałem się i  objąłem młodszego w pasie. Pachniał truskawkami...Hm,nie pamiętam,żebym kupował płyn o zapachu truskawek...
A nieważne,pewnie Uruś kupił.
-Nie masz za co. A teraz przymierz to cudo.-Powiedziałem,odsuwając go od siebie delikatnie.
Pokiwał głową i zaczął ściągać spodnie,po chwili zostając w samych bokserkach. Bardzo powoli zaczął wkładać spódniczkę,kręcąc przy tym biodrami. Stałem jak zahipnotyzowany,nie mogąc oderwać od niego wzroku.
-Hmm...A może wezmę większy rozmiar?-Spytał,obracając się we wszystkie strony.
Nie. Ten jest dobry.-Dosłownie pożerałem go wzrokiem.
Ludzie,jakie on ma zajebiste uda...
-Podoba ci się?- Uśmiechnał się promiennie.
-Bardzo...-Mruknąłem cicho,próbując nie dać po sobie poznać jaki jego osoba na mnie wpływ.
-Bierzemy!- Dodałem po chwili.
-Naprawdę?
-Yhm.-Pokiwałem głową.
-Arigatou! Będę ją nosić nawet w domu,jeśli chcesz!-Rzucił mi się na szyję.
-Umowa stoi! A teraz szybko się przebieraj i idziemy na te obiecane lody.-Powiedziałem,a Uru dziwnie się uśmiechnął.
-Uru,zboczeńcu ty jeden!Mi chodziło o takie do jedzenia!-Fuknąłem na niego.
-No przecież mi też! I kto tu jest zboczony,hmm?-Wyszczerzył się i zaczął na powrót się rozbierać.
Odłożył miniówę i spojrzał na mnie,uśmiechając się zadziornie. W dalszym ciągu nie potrafiłem się opanować i patrzyłem się z uwielbieniem na jego idealne nogi.
-Aoiś,Aoiś,Aoiś....-Podszedł do mnie,a ja prawie dostawałem zawału.-Chcesz mi coś powiedzieć?-Położył moją rękę na swoim biodrze i nieśmiało się we mnie wtulił.
-No nie bój się...-Wyszeptał mi do ucha.
Sprowokowany tak wyzywającym zachowaniem Shimy,zjechałem rękami na jego uda,delikatnie je gładząc. Jęknął cicho i pewnie się o mnie otarł.
-Czekaj...-Udało mi się wydyszeć.-Nie chcę,żebyś znowu uciekł z płaczem...-Powiedziałem mu na ucho,mocno je przygryzając.
-Yuu,obecuję,tylko...Bo ja...Eh...-Spuścił wzrok.
-Dokończ.-Mocniej go do siebie przyciągnąłem.
-No..Bardzo cię lubię...-Spojrzał mi w oczy  delikatnie musnął moje rozchylone usta.-Ale jeśli ty nie,to...
-Przestań.Ja też cię bardzo,bardzo lubi,wiesz?-Zacząłem całować go po szyi,na co cicho jęknął. Pociągnął mnie do tyłu,przez co dociskałem go do ściany.
Ale masz rację,chcę ci coś powiedzieć,tyle,że nie wiem jak to sformułować.-Zacząłem gładzić go po plecach,czasami zjeżdżając na pośladki.
-Powiedz to..-Zamruczał.
Czułem,że długo tak nie wytrzymamy,dlatego zdobyłem się w końcu na odwagę.
-Będziesz mój? Znaczy..Nie..Bo...Może będziemy..-Zacząłem mówić nieskładnie,ale na szczęście Kou skutecznie zamknął mi usta swoimi,najwyraźniej wiedząc co chcę mu powiedzieć. Od razu przejąłem inicjatywę i polizałem jego dolną wargę,obmacując go przy tym. Uchylił usta, a ja wsunąłem język do środka jego buzi,zaczynając się z nim bawić. Całowaliśmy się szybko i bardzo namiętnie,bojąc się,że ktoś nas nakryje. I nie myliliśmy się...
Po jakiejś minucie wzajemnego obłapiania się,przyszła ekspedientka z pytaniem czy u nas wszystko w porządku. Z trudem jej przytaknąłem,niechętnie odrywając się od Ślicznego.
-Uruś-skarbie,reszta w domu,dobrze?-Zamruczałem mu do ucha,z dumą obserwując jak się rumieni.-A teraz szybko się ubierz,a ja pójdę do kasy.
-Jesteś dla mnie za dobry...-Szturchnął mnie w bok,wciąż się śmiejąc.-Ale wynagrodzę ci to...-Musnął ustami mój policzek.
Klepnąłem go jeszcze w tyłek i udałem się do kasy.
Jeszcze raz spojrzałem na ciuch,który trzymałem w ręce. Rzeczywiście bardzo pasował do...Mojego chłopaka?
Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę,że od parunastu minut Uruha jest mój...Tylko mój.
W tamtej chwili miałem ochotę skakać z radości,ale pewnie wyszedłbym na niepoczytalnego psychicznie,więc obiecałem sobie,że jak tylko wrócimy do domu,dam upust swoim mocjom.
Przy kasie stała jakaś małolata,a widząc mnie uśmiechnęła się szeroko.
Pfff...Shima robi to lepiej...
Z niechęcią odwzajemniłem uśmiech i podałem jej spódniczkę,ciekawy jej reakcji. Popatrzyła na mnie spod różowej "kawaii" grzywki,jednak momentalnie przy moim boku znalazł się Uru,więc odetchnęła z ulgą. Naprawdę zabawna istotka...
-Do tej spódniczki polecam jeszcze czarne zakolanówki. Oczywiście,jeśli pańska dziewczyna zechce...-Posłała Urusze fałszywy uśmiech.
Oj laska,grabisz sobie...
-Bierzemy!-Odpowiedziałem za niego,patrząc z wyższością na dziewczynę,pakującą nasze zakupy.

-Aoiś,dziękuję ci! Kochany jesteś!-Szatyn skoczył na mnie i czule pocałował,gdy tylko wyszliśmy ze sklepu.
-Dla ciebie wszystko.-Uśmiechnąłem się odgarniając mu włosy z czoła,kiedy wreszcie przestał mnie podduszać.
-To jak? Idziemy na te lody?-Zapytałem.
-Yhm...Chociaż w sumie wolałbym trochę inne...Smaczniejsze.-Zjechał ręką na moje krocze.
-A od kiedy ty jesteś takim prowokatorem?-Po raz drugi tego dnia moja ręka znalazła się na jego tyłku.
-Pomyślmy...-Zaczął udawać,że intensywnie myśli.-Cóż...Chyba odkąd cię znam!-Wypalił i splótł nasze dłonie.
W tamtej chwili byłem naprawdę szczęśliwy,że mam go przy sobie. Myślałem,że już nic nie może zepsuć naszego szczęścia,jednak ów coś właśnie nieubłaganie szło w naszą stronę. Śliczny drgnął,a ja podążyłem za jego wzrokiem.
-Aki...-Powiedział cicho.
Istotnie,Reita i Ruki szli uśmiechnięci,trzymając się za ręce jak my i niestety powoli zmierzali w naszą stronę.
Proszę,proszę... A myślałem,że ten tleniony kogut nie lubi publicznie okazywać uczuć...Hm,to doskonały przykład na to co miłość potrafi zrobić z człowiekiem. No właśnie...
-Kou?-Spojrzałem na młodszego. Wiedziałem,że ten widok sprawia mu dużo bólu. Czyżby on wciąż wolał Akirę? Przecież tak się starałem...
-Nie,ja tylko...
-Hej,spokojnie. Jeśli w dalszym ciągu ci na nim zależy,to może za bardzo się pośpieszyliśmy?-Bolało,kiedy to mówiłem.
-Nie!Przestań! To nie tak...On...Był moim przyjacielem,a przez Takę...No wiesz...Ja po prostu...
-Ok,rozumiem. Naprawdę! Chodź tu...-Objąłem go,a on wtulił się we mnie jak dziecko. Usłyszałem,jak prychnął,najwyraźniej wciąż obserwując parkę.
-Co jest?-Przycisnąłem go do siebie.
-Sam zobacz...
Zauważyłem Ruki'ego,który perfidnie się uśmiechał,machając do nas. Dzieliło nas od nich jeszcze jakieś pięć metrów,a sądząc po minie wokalisty,chciał po prostu podrażnić się z Uruhą.
Zjechałem rękami na biodra mojej modelki i obróciłem go w moją stronę.
-Kouyou,nie damy im tej satysfakcji...-Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć,bezceremonialnie wpiłem si w jego pełne usta,przygryzając mu dolną wargę. Westchnął i wplótł mi palce we włosy. Całowaliśmy się nieśpiesznie,smakując swoich ust i dokładnie zapamiętując ich kształt.  Zjechałem rękami na pośladki gitarzysty i zacząłem lekko je ugniatać. Kouyou co chwila mruczał mi w usta,pokazując jak bardzo ta zabawa mu się podoba. Cóż,jak tak dalej pójdzie,inni będą mieć tu niezłe porno live... Niestety tę piekną chwilę musiało przerwać czyjeś chrząknięcie.
-Ekhm...-Takanori (jak obstawiałem) znacząco zakaszlał,co tylko mnie zirytowało.
Pocałowałem mocno szatyna i z trudem się od niego oderwałem. Przycisnąłem go do swojego boku i posłałem mu jeden z moich firmowych wyszczerzów.
-Eee...To może my nie będziemy przeszkadzać?-Reita uparcie wpatrywał się w podłogę.
-Nie,nie...W sumie już skończyliśmy. Na razie...-Takashima pocałował mnie w policzek. Musiałem się powstrzymać,żeby nie wybuchnąć śmiechem,widząc ich miny.
-Widzę,że układa wam się tak dobrze jak nam...-Matsumoto przytulił się do Akiry i posłał wredny uśmiech gitarzyście,który również patrzył na nich z rozbawieniem.
-Tak w ogóle to Reita i ja urządzamy małą imprezę.Może wpadniecie?-Najniższy uśmiechnął się,obłapiając blondyna.
-Al jeśli macie inne plany,to...-Suzuki dostał z łokcia od swojego kochania i posłusznie zamilkł.
Współczuję chłopakowi...
-Właściwie nie mamy jeszcze żadnych planów.Co ty na to Kou-chan?-Spytałem mojego ukochanego. Wolałem,żeby sam zdecydował.
-Jasne! To o której mamy przyjść?
-Czyli zaproszenie przyjęte?-Wokalista znów pokazał nam swoje białe zęby.
Przytaknęliśmy.
-Świetnie.W takim razie bądźcie koło ósmej,bo musimy jeszcze wszystko przygotować,a wcześniej pewnie będziemy trochę zajęci...-Ręka Ruksa znalazła się niebezpiecznie blisko krocza blondyna,na co ten uśmiechnął się pod nosem.
-Dobra,to do zobaczenia! Chodź mały...-Basista odwrócił się i pociągnął za sobą niższego chłopaka.
-Ej! Tylko nie "mały"!-Maleństwo fuknęło obrażone. To się zaczyna robić lepsze niż Comedy Cenrtall...
Przeniosłem wzrok na Uruhę,który już od paru minut bacznie mi się przyglądał.
-Co jest?- Spytałem,łapiąc go za rękę.
-Zbyt przystojny jesteś...-Oblizał nabrzmiałe od pocałunków wargi.
-I kto to mówi ślicznotko?-Zaśmialiśmy się.
-Yuu,a możemy już wracać?-Wtulił się w moje ramię.-Wiesz,muszę się przygotować,a mamy tylko godzinę....
-Oczywiście.-Pocałowałem w kącik ust i zacząłem iść w stronę wyjścia,ciągnąc Uruhę za sobą.

                                                       C.D.N.
_______________________________________________________________________
~~Chodzi o tę spódniczkę,którą Uru nosił jakieś 10 lat temu xD~~
No i koniec na dziś! :P Wiem,że bardzo słodkie,no ale teraz panuje chyba jakaś moda na smuty...
A ja jak zwykle robię inaczej! xD Ale spokojnie,nie będzie aż tak kolorowo,jak się wydaje.
Bosh...Mam 20 nieskończonych opowiadań/partów...

sobota, 29 września 2012

Your heart will die with me V

Paring:Aoiha
Part:V/?
Ostrzeżenia:Lody... (xD)
Opis:Aoi i Uru od początku tej serii ze sobą kręcili,ale ...Dopiero tu się coś dzieje!
Od Autora: Przeczytałam poprzednie części żeby wiedzieć o czym mam pisać i....I już wiem czemu tak chcieliście kontynuacje! (xD) A więc podziękujcie Madziak'owi (Dobrze to piszę? x.X),która stuknęła mi 100 komentarz! A więc na życzenie,macie next'a. 3/4 następnej części tego opka zrobiona,ale...Bez komentarzy nie dodaje -.-

Tak więc...Miłego czytania,mam nadzieję,że się spodoba! :>
P.S.:Przepraszam za błędy! x.x

____________________________________________________

Obudziło mnie delikatne łaskotanie w policzek.
Powoli otworzyłem oczy,czując na sobie ciężar. Pierwszą rzeczą,którą zobaczyłem,była twarz śpiącego Uruhy.
Hm...Idealne rozpoczęcie dnia...
Niewiele myśląc pogłaskałem go po policzku.Był taki słodki i bezbronny kiedy spał...
Drgnął pod wpływem mojego dotyku,mrucząc coś pod nosem. Po chwili otworzył oczy.
-Aoi?-Napotkałem jego przestraszony wzrok.
Czyżbym, aż tak źle wyglądał bez makijażu?
-Ej,poczekaj...-Objąłem go w pasie,kiedy próbował ze mnie zejść.Delikatnie się  mnie otarł i musiałem przygryźć wargi, żeby nie jęknąć. Tak,jego obecność stanowczo źle na mnie działała...
Uru spojrzał na mnie niepewnie,ale nie zmienił swojej pozycji.Wyglądał naprawdę uroczo,taki speszony...
Miał idealne rysy,piękne,duże oczy...
-Aoi...Aoi!!!-Z zamyślenia wyrwał mnie zniecierpliwiony głos mojego Shimy.
-Hm?
-Dusisz mnie,mój ludzki gorsecie...-Uśmiechnął się ciepło.
-Oj...-Szybko wziąłem ręce,odsuwając się od niego.
Usiedliśmy,a ja wciąż czułem na sobie jego przenikliwy wzrok.Uśmiechnąłem się pod nosem.
Gdyby ktoś teraz wszedłby do mieszkania,zastając nas w takim stanie,najpewniej pomyślałby,że właśnie doprowadzamy się do porządku,po długim i wyczerpującym seksie.
...Że jeszcze niedawno penetrowałem ciasne wnętrze chłopaka,który wił się i jęczał pode mną.
Shit....
Te myśli,były zbyt podniecające...
Szybko wstałem i poszedłem do łazienki,modląc się,żeby Kou-chan,nie zauważył wypukłości w  moich bokserkach.
Przymknąłem drzwi i od razu rzuciłem się do kranu. Opłukałem twarz zimną wodą,mając nadzieję,że to choć trochę mnie ocuci.
Niestety,nic to nie dało. Myśli o seksie z Uruhą,wciąż wracały,gwałcąc moją psychikę.
Nie wytrzymałem...
Wsunąłem rękę pod bokserki i powoli zacząłem się masturbować,pojękując imię Takashimy.
Znieruchomiałem,kiedy poczułem uścisk na nadgarstku. Otworzyłem oczy głośno,wciągając powietrze.
-Drzwi były otwarte...-Powiedział Uru,który teraz stał przede mną,nie pozwalając skończyć tego,co zacząłem. Nie potrafiłem wydusić słowa.
Kouyou puścił moją rękę,powoli zdejmując z siebie podkoszulek.Mogłem spokojnie podziwiać jego idealny tors i płaski,lekko umięśniony brzuch. Znów zacząłem się podniecać...Kurwa...
-Uruha,ja...-Zacząłem, nie bardzo wiedząc,co chcę mu pwiedzieć.
-Daruj sobie.-Uklęknął i jednym ruchem ściągnął ze mnie bokserki. Nie wierzę...Czyżby?...
Spojrzałem mu w oczy.
-Uruś?-Spytałem niepewnie. Szatyn w odpowiedzi na moje pytanie,wziął mojego nabrzmiałego penisa do buzi.
Zachłysnąłem się powietrzem,czując jego pełne,wilgotne wargi,na swojej erekcji. Jedną ręką drażnił moje jądra,wciąż patrząc mi w oczy.
-Kouuu...-Jęknąłem przeciągle,kiedy zassał się na główce,żeby potem wziąć go całego,prawie do gardła.
Wplotłem dłoń w jego miękkie włosy i mocno odchyliłem...Chyba zbyt mocno,bo bo na jego twarzy na chwilę pojawił się grymas.
Jęczałem coraz głośniej czując tę cudowną wilgoć.
Gitarzysta na zmianę gryzł,ssał i lizał,co chwila zmieniając tempo,czym doprowadzał mnie do szaleństwa.
-Mmmm,Uru...-Mruknąłem i znów chwyciłem go mocno za włosy. Syknął cicho,ale nie przestawał.
Widząc,że szayn nie stawia żadnych oporów,zacząłem bezkarnie gwałcić jego usta,czując,że nie zostało mi już dużo czasu.
-Kouyouuuu!-Po minucie krzyknąłem gardłowo,oznajmiając światu swoje dojście w ustach młodszego.
Uruha z małym trudem połknął wszystko,jednak w kąciku ust pozostało troszkę mojej spermy,którą  właśnie  dokładnie zlizywał.
Znów spojrzał mi w oczy,a ja przypomniałem sobie,że stoję przed nim całkiem nagi. Szybko ubrałem bieliznę,kątem oka dostrzegając,że młodszy wciąż klęczy,a po policzkach spływają mu łzy.
Właśnie wtedy dotarło do mnie co się stało...Uruha właśnie zrobił mi loda. Klęczał przede mną,pozwalając mi się skurwić...
-Kou-chan?-Klęknąłem,obejmując go ramieniem.
-Zostaw!-Warknął,mocno mnie od siebie odpychając.
Poderwał się z podłogi i wybiegł z łazienki,a ja za nim. Wbiegł do swojego pokoju,a właściwie mojej sypialni,zamykając mi drzwi przed nosem
-Uruś,otwórz proszę...Chcę porozmawiać!-Zacząłem się do niego dobijać,ale w odpowiedzi usłyszałem tylko jego stłumiony szloch.
Kurwa,czemu ja mam zamykane drzwi do sypialni?!
...A, tak...
Na wypadek,gdyby na przykład taki Kouyou chciałby trochę pogimnastykować się ze mną na łóżku.
-Uruha!-Krzyknąłem jeszcze raz,szarpiąc za klamkę.-Takashima otwórz!
...Nic...
-Proszę Cię,ja chcę tylko...
-Zostaw mnie!-Jego głos był przesiąknięty bólem.
-Uru...Powiedziałem  cicho. Nie potrafiłem zrozumieć jego zachowania.-W takim razie...-Usiadłem,opierając się plecami o drzwi i zacząłem wsłuchiwać się w jego płacz.
Łzy...Rozlewają się w samotności,kiedy panuje cisza,
Wypalając w jaźni fakt,że już nie umiem ę uśmiechać.
Nie wiem,ile czasu,już tu przesiedziałem,ale słowa same cisnęły mi się do głowy.
To ja Cię kochałem,
To mnie na Tobie zależało,
To ja Cię pożądałem,
To ja Cię straciłem....*Straciłem? Nie...Nie chcę!
-Mja pieprzona księżniczko! Jeśli nie otworzysz mi w tej chwili,to zaraz wyważę te drzwi! Nie żartuje!-Krzyknąłem,podnosząc się gwałtownie.
Znów odpowiedziała mi tylko cisza.
-Dobra,liczę do 3!-Ustawiłem się bokiem.-1...2...3!
kiedy już miałem spotkać się z drzwiami,one otworzyły się,a ja wpadłem na szatyna,przewracając nas na twardą podłogę.
-Ał...-Jęknął cicho,leżąc pode mną. Cóż,przynajmniej miałem pewność,że już mi nie ucieknie.
-Nie uciekaj mi więcej...-Mocno go do siebie przytuliłem.
-Aoi! Nie,puść mnie...-Zaczął pode mną wierzgać,ale nie pozwoliłem mu się wyrwać. Delikatnie musnąłem jego policzek,przez co przestał się rzucać.
-Yuu-kun,przepraszam.Uważasz mnie za dziwkę,ale ja naprawdę...
-Przestań pierdolić! Wcale cię za takiego nie uważam.Powinienem ci podziękować...Masz cudne usta.-Powiedziałem stanowczo,patrząc jak policzki szatyna robią się czerwone.
Usiedliśmy,a ja wciąż obejmowałem Uruhę.
-Wychodzi na to,że jestem twom pierwszym klientem.-Zaśmiałem się,szturchając go w bok.
Uruś odchrząknął znacząco,ale po chwili również zaczął się śmiać.
-To może następnym razem zrobisz jeszcze striptiz,hmmm?-Położyłem dłoń na jego gładkim udzie.
-W twoich snach!-Pokazał mi język i przytulił się do mnie.
Siedzieliśmy tak,już dobre pięć minut,a ja wciąż mocno go do siebie przytulałem,gładząc po plecach.
Po raz pierwszy od jakiegoś tygodnia,miałem nadzieję na powrót mojego starego Uru,sprzed incydentu w domu jego siostry. Właśnie wtedy przypomniałem sobie co obiecałem mu wczorajszego wieczoru.
-Przypominam,że mieliśmy iść na zakupy...-Zamruczałem mu do ucha,na co lekko drgnął. Pokiwał głową i lekko się odsunął,żeby spojrzeć mi w oczy.
-Wychodzimy za pół godny.-Oznajmiłem cicho i nie mogąc się się powstrzymać,pocałowałem go w kącik ust.
-Ubierz się modelko-Powiedziałem,wstając i kierując się do drzwi.Uśmiechnąłem się widząc minę speszonego Uruhy,siedzącego na podłodze.
***
-Uruuuu....-Jęknąłem,czekając na gitarzystę pod drzwiami łazienki. Dobrze wiedziałem,że potrzebuje dużo czasu na przyszykowanie się,ale siedzieć tam już ponad godzinę,podczas gdy ja byłem w niej zaledwie dziesięć minut?
-Uruha,jak nie otworzysz to ci pomogę!-Krzyknąłem chcąc go trochę popędzić.
...Cisza...
-Dobra,sam chciałeś...-Zacząłem mocować się z klamką i po chwili o mało co nie dostałem drzwiami.
-Już.-Sztyn uśmiechnął się nieśmiało,a ja lubieżnie pożerałem go wzrokiem,aktualnie zatrzymując się na jego długich nogach,opinanych przez fioletowe rurki. (Lubię rurki...dop.Autor)
-Aoi?...-Shima zrobił krok w moją stronę.-Coś nie tak?
-Nic,tylko...Wow...Ururu,ty naprawdę będziesz miał w przyszłości dużo klientów!-Poklepałem go po plecach.
-Ha.Ha.Ha.Bardzo śmieszne.-Zrobił obrażoną minkę.
-Oj,no...Żartowałem przecież...-Delikatnie objąłem go w pasie,przyciągając do siebie.-Jesteś śliczny, Kouyou.
Przewrócił oczami,zakładając ręce na piersi. Zacząłem się z niego śmiać.
-Pff...-Oplótł rękami moją szyję.
Nie mogąc się powstrzymać musnąłem wargami linie jego szczęki,przejeżdżając nosem po jego szyi.
Kiedy skończyłem,chciałem się od niego odsunąć,ale przylgnął do mnie.
-Aoiś...Czekaj,jeszcze raz...Proszę...-Odchylił głowę,eksponując szyję.
Spojrzałem na jego przymknięte,oczy jeszcze mocniej go obejmując. Bardzo powoli zacząłem zjeżdżać po szyi młodszego.
Zatrzymałem się dopiero przy zagłębieniu obojczyków.
Pomału zacząłem całować jego delikatną skórę,a nie widząc sprzeciwu przyssałem się do niej,robiąc młodszemu pokaźną malinkę.
Byłem strasznie rozochocony i gdybym tylko mógł wziąłbym go na tej twardej podłodze. Chciałbym,ale nie mógłbym...Nie mógłbym go skrzywdzić.
Muszę  być jego przyjacielem,przynajmniej do czasu, kiedy  nie zacnie chcieć czegoś więcej. -Uru,idziemy,czy nie?-Powiedziałem,niechętnie się od niego odrywając.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w szyję.
-Teraz tak....
***
Po paru minutach siedzieliśmy w moim samochodzie śmiejąc się z mojej sąsiadki,która na nasz widok o mało nie dostała zawału.
-Yuu?-Zaczął nieśmiało Uruha.
-Słucham?-Powiedziałem i zacząłem manewrować między autami,stojącymi na parkingu.
-Czy ty już teraz...No..Lubisz mnie już?-Nie musiałem na niego patrzeć,żeby wiedzieć,że spalił buraka.
Odetchnąłem głęboko i szybko przyciągnąłem chłopaka do pocałunku. Był krótki,ale chyba wystarczająco długi,żeby przekazać mu moje uczucia.
-Czy taka odpowiedź ci wystarczy?-Zapytałem cicho. Byłem na siebie wściekły,że przez moje egoistyczne zapędy mogę stracić przyjaciela...
Przyjaciela?
Nie,przecież już go straciłem. Teraz mam osobę,którą kocham...
________________________________________________
*Tekst piosenki the GazettE-"Nakigahara"
I jak wrażenia?

czwartek, 2 sierpnia 2012

Your heart will die with me IV



Paring:AoixUruha
Part: IV/?
Ostrzeżenia:Nie dla osób z cukrzycą...

Inspiracja muzyczna: Protoplasm-Rentrer en Soi, Ark in the storm-D'espairsRays.
Od autora: Pisane w czasie burzy,na telefonie,bo prąd wysiadł. Chwile grozy,kiedy w moim pokoju zrobiło się jasno,jak w dzień,przez błyskawice ♥.
______________


Burza.
Burza nad Tokyo...
Kolejna burza oznaczała kolejną nieprzespaną noc.
Właściwie lubiłem burzę. Była niebezpieczna ,ale też piękna.
Jak Kouyou...
                                                ***
Kolejny błysk...Grzmot...Błysk...Jakiś dziwny hałas..Grzmo..
Szybko podniosłem się z łóżka udać się na poszukiwania  źródła hałasu i domyślając się już przez kogo został wywołany...

Wchodząc do kuchni,zobaczyłem zawartość górnej półki (gdzie zazwyczaj trzymam leki) na podłodze i Uruhę,opartego o blat stołu.
-K'you...-Powiedziałem cicho,podchodząc i obejmując go w pasie.
-Nie! Zostaw mnie! Jestem...
-Zmęczony...Tak,wiem..Dlatego teraz grzecznie wrócisz do łóżka.
-Nie! Yuu! Jestem obrzydliwy! Nie dotykaj!!-Próbował mi się wyrwać,ale ani myślałem go puszczać.
-Uspokój się...Może chce...
-Ajj!-Szatyn aż podskoczył kiedy rozległ się kolejny grzmot,łapiąc się mnie kurczowo.
-Boisz się?-Pogładziłem jego zmierzwione włosy.
-Ymh..
-Dlatego nie śpisz i od tygodnia buszujesz mi w szafkach?-Nie odpowiedział. Delikatnie pogłaskałem go po plecach.-Zostanę z Tobą...
-Nie. Daj mi tylko tabletki i idź się położyć.
-Nie.-Poczułem jak wbija mi paznokcie w skórę.-Nie. 
-Ale...
-Powiedziałem coś. 
-Aż taką satysfakcję,sprawia Ci patrzenie jak cierpię?!-Zaczął szlochać.
-Nie,ale wolę to niż żebyś zaczął brać.
-Ale...Tylko..Jedną..Proszę...-Spojrzał na mnie błagalnie,przez co wyglądał jak zbite szczenię.
-Dobrze wiemy,że na jednej się nie skończy...Chodź Uru...-Złapałem go za nadgarstek.
-Nie!..Nienawidzę Cię Shiroyama!-Próbował się wyszarpnąć.
Powoli się do niego obróciłem.
-Wiem.-Powiedziałem patrząc w jego zapłakane oczy i ciągnąć go za sobą.
Usadowiłem go na kanapie i podałem gitarzyście moją szarą bluzę.
-Po co?
-No już,zakładaj.
Na szczęście posłuchał mnie za pierwszym razem. Ciuch był na niego trochę za duży,jednak w połączeniu z czarnymi bokserkami,prezentował się niezwykle sekso...
-Aoi?...Aoi!!
-No co?
-Czemu...się tak gapisz.
-Nie gapię...Chodź.
                                                        ***
-No Ty sobie chyba kurwa żartujesz...Na balkon w czasie takiej burzy?!-Popatrzył na mnie jak na wariata.
-Ale dzięki temu przestaniesz się bać burzy...-Powiedziałem,próbując go wyciągnąć,niby przypadkiem dotykając jego uda. Drgnął nieznacznie,bacznie mi się przyglądając.
-Nie ma mowy! 
-Eh...Czyli dobrowolnie nie wyjdziesz tak?-Zapytałem dalej ciągnąc go za rękę.
-Tak.-W tym momencie nocne niebo rozświetliła błyskawica,a ja wykorzystując element zaskoczenia,wziąłem młodszego na ręce.
-Ej baka,co robisz?! Puść mnie!!-Wydarł się na mnie,okładając pięściami. Na moje szczęście Śliczny nie umiał nawet porządnie przywalić.
-Cicho być,bo cię "przez przypadek" upuszczę!
Podziałało.
Wyszliśmy na balkon i zaczęliśmy oglądać wyładowania atmosferyczne.
Oczywiście z początku Takashima nawet nie chciał spojrzeć i narzekał na upadające na nas krople deszczu,trzymając się mnie jak mała małpka. 
Zacząłem uspokajająco go głaskać i po pewnym czasie trochę się uspokoił.
-Staniesz sam?-Zapytałem,kiedy zaczęły mi drętwieć ręce.
Pokiwał głową.
-Ale...Mogę się Ciebie trzymać?
-Głupie pytanie...Postawiłem go na ziemi i trochę nie pewnie objąłem ramieniem.
Usłyszeliśmy kolejny,mocniejszy grzmot. Młodszy pisnął jak dziewczyna,wtulając się w mój tors.
-Myślę,że polubiłbyś burzę.
-Hm? A Ty ją lubisz?-Spojrzał na mnie swoimi pięknymi,brązowymi oczami.
-Tak. Jest niebezpieczna...Ale też piękna.-Uśmiechnąłem się lekko.-Jak Ty.-Dodałem w myślach.
-Wiesz Yuu..Chyba nigdy Cię nie zrozumiem...
-Wiem.-Szturchnąłem go delikatnie w bok,na co odpowiedziało mi jego ciche prychnięcie.
Staliśmy tam jeszcze trochę,dopóki Śliczny nie zaczął kichać.
-Ugh..Co ja z Tobą mam...Nie poparz się tylko.-Podałem mu kubek gorącej herbaty.
-Widzisz? Mogłeś mnie nie ciągać po balkonach...-Zrobił naburmuszoną minę.
-Oj,no dobrze...Wynagrodzę Ci to jakoś...Chcesz iść na zakupy?
-Tak,ale...
-Ale?
-Bo ja kasy nie mam....-Spuścił wzrok.
-Nie martw się,ja stawiam.-Rozłożyłem się wygodnie obok niego.
-Dziękuję Ci. - Przytulił się do  mnie.-Ale ja tak nie mogę...Już i tak za dużo dla mnie robisz. 
-To uznaj to jako prezent.
-Dziękuję....Jesteś dla mnie da dobry.Ale po co?- Położył głowę nam moim torsie i ziewnął.
-Bo tak. A teraz śpij.
-Ale...
-Śpij,Ty mała mendo,albo Cię połaskotam.
-Dobranoc.-Powiedział i rzeczywiście po paru minutach chyba na mnie zasnął.
-Śpisz?-Zapytałem chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia.
Nie dostałem odpowiedzi.
-K'ou...pytałeś po co to robię...Odpowiedź jest prosta.Chcę,żebyś wreszcie był szczęśliwy,przy mnie.Nigdy się o tym nie dowiesz...Ale zależy mi na Tobie o wiele bardziej niż myślisz.-Musnąłem ustami jego czoło i pierwszy raz od długiego czasu udało mi się spokojnie zasnąć.