Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ReitaxRuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ReitaxRuki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 czerwca 2013

What hurts the most

Parig:Reituki
Typ: Oneshot 
Od autora: Kiedyś obiecałam komuś Reituki z opisem seksu...I dotrzymałam słowa xD Co prawda nie ma w tym jakiejś bardzo rozwiniętej fabuły,ale mam nadzieję,że mimo wszystko komuś się spodoba.
Dziękuję bardzo mojej kochanej becie,ze znalazła czas i wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądają.
Tekst pisany kursywą to wspomnienia Ruki'ego.
__________________________________________________________________________
Patrzyłem spod grzywki jak uśmiecha się do niego z  miłością, o której ja tylko mogłem pomarzyć. Dokładnie śledziłem jego ręce dotykające ciało innego. Tak bardzo chciałem, żeby to ze mną się śmiał, to mnie dotykał, przytulał, kiedy tylko chciałem i jak chciałem.
Ale to tylko marzenie...
- Akira, dlaczego? - Wyszeptałem, patrząc jak czule całuje perkusistę. Siedzieliśmy w jego, a właściwie ich mieszkaniu i czekaliśmy na resztę, która oczywiście była spóźniona już dobre pół godziny. Odetchnąłem głośno i skuliłem się na fotelu, dalej obserwując parkę,która kompletnie nie zwracała na mnie uwagi. Przymknąłem oczy.

- Jesteś pijany Reita. - Powiedziałem, kiedy odsunął się i obdarzył mnie obrzydliwym, pijackim uśmiechem. Powinienem był być szczęśliwy, że wreszcie mnie pocałował, jednak to, że był wstawiony, wcale nie pomagało.
- Owszem, jestem. - Powiedział niskim, uwodzącym głosem, przez który przeszedł mnie dreszcz.
Na powrót przywłaszczył sobie moje usta, co wystarczyło,żebym kompletnie stracił dla niego głowę.
Podniosłem wzrok i jeszcze raz spojrzałem na blondyna. Zawsze mu zazdrościłem; był popularniejszy, przystojny, miły; taki jak każdy facet powinien być. Był doskonały pod każdym względem. Cholernie doskonały...
Zawsze chciałem być taki jak on. Kobiety w dalszym ciągu go pragnęły i zapewne ustawiały się do niego w długich kolejkach. W sprawach seksu również był lepszy. Doskonale wiedziałem, że sypiał już z niejedną,nawet niektóre jego znajomości trwały ponad dwa miesiące, podczas gdy ja musiałem codziennie patrzeć jak całuje i przytula inną lub innego czasem zapominając o mojej obecności.
A ja? Nie jestem nawet facetem, który mógłby powiedzieć o sobie "przystojny". Kiedy mój basista zapraszał do łóżka coraz to nowe osoby, ja robiłem to tylko raz z jakąś pijaną dziewczyną, która po wszystkim wyśmiała mnie i powiedziała, że nie jestem nawet w połowie tak dobry jak Reita. Prawda jest taka,że moja rola sprowadzała się tylko do robienia z siebie idioty, żeby tylko poprawić mu humor. Mimo kilku albo kilkunastu sprzeczek, wciąż byłem jego przyjacielem, więc nawet jeśli dziewczyny nie były mną zainteresowane, to musiały być dla mnie miłe. Szkoda, że nigdy nie przekonał się jak to jest...
Zaakceptowanie swoich uczuć względem jego osoby było dość trudne. Nigdy przedtem nie zakochałem sięw chłopaku, a pech chciał, że obiektem moich westchnień stał się mój przyjaciel. Po kilkunastu miesiącach w końcu to zaakceptowałem i nawet zdobyłem się na odwagę, aby powiedzieć mu o swoich uczuciach. Zrozumiał i od tamtego czasu był dla mnie bardzo czuły i troskliwy, jednak to wszystko. Nawet po wyznaniu mu prawdy nie  mogłem poprzestać o nim myśleć.

-Aki,ja nigdy jeszcze...Z chłopakiem...-Powiedziałem, kiedy całował mnie po szyi.

- Nie bój się, będzie ci dobrze jak nigdy w życiu... - Spojrzał mi w oczy i pogłaskał po policzku. Jęknąłem,gdy zjechał ustami na moje obojczyki i zaczął je lizać,podwijając mój T-shirt. Trzęsącymi rękoma, zacząłem rozpinać jego koszulę. Kiedy udało mi się tego dokonać, zacząłem powoli sunąć dłońmi po jego torsie. Po raz kolejny tego dnia nasze oczy spotkały się,jednak nie doszukałem się w nich żadnego prawdziwego uczucia. Wiedziałem ,że nie darzy mnie jakimś głębszym uczuciem, jednak postanowiłem ten jeden raz wykorzystać nadarzającą się okazję i pokazać mu jak długo na to czekałem.
Sapnąłem kiedy Reita stanął przede mną całkiem nagi. Nigdy dotąd nie widziałem jego ciała tak dokładnie. A było... Piękne. W jednej chwili zrozumiałem dlaczego był tak pożądany.
- Nie mam... - Zaczął, przed włożeniem sobie palców do buzi i poślinieniem ich.
- Nie mam kondomów... - Pchnął mnie na łóżko i położył rękę pomiędzy moimi nogami.
- Ale nie zajdziesz w ciążę, prawda? - Oblizał się perwersyjnie i wsunął we mnie pierwszy palec.
Westchnąłem głośno kiedy zaczął nim poruszać. Po paru minutach dołożył drugi, porządnie mnie rozciągając. Wyjmował palce i szybko wsuwał je z powrotem, a sądząc po jego minie, bardzo dobrze się bawił, podczas gdy ja czułem tylko dyskomfort i ból. Myślałem, że z czasem to uczucie minie, jednak w tamtej chwili jedynym czego chciałem, było to, żeby przestał.
- Reita... - Jęknąłem i przymknąłem oczy, gdy zaczął szybko poruszać palcami. Jeśli to była jedyna szansa,żeby być z nim tak blisko, to zamierzałem w pełni ją wykorzystać.
Zastanawiałem się jak po tym wszystkim będzie wyglądać nasza przyjaźń... Jeśli dalej będzie chciał być moim przyjacielem. 
Ciszę przerywały nasze przyśpieszone oddechy i mój krzyk, gdy poczułem jak powoli się we mnie wdziera. Suzuki zaczął powoli się poruszać, nabijając mnie na siebie raz za razem.
- Mmm... Jak ciasno! - Sapnął i przyśpieszył. Zacząłem dostosowywać się do jego tempa.
- Kotku.. . - Zaczął słodko i przygryzł moje ucho -Ujeżdżaj mnie...
Przełknąłem głośno ślinę i przytaknąłem, gdy tylko poczułem jak powoli ze mnie wychodzi i obraca nas na łóżku. W głowie miałem pustkę, jednak Reita chyba wyczuwając mój stan, delikatnie chwycił mnie za biodra.
- Nabij się... - Wyszeptał i zamknął oczy. Po paru minutach zdołałem przełamać strach i opuściłem się na jego erekcję. Poczułem lekki dyskomfort, ale przygryzłem tylko dolna wargę i spojrzałem na mojego kochanka.
- Rusz się! - Warknął i zjechał rekami na moje pośladki, mocno je ściskając. Westchnąłem pod wpływem jego dotyku i zacząłem powoli poruszać biodrami, stopniowo przyśpieszając.
- Ymm... O tak... - Usłyszałem kolejny przeciągły jęk blondyna, który uporczywie próbował wejść głębiej w moje obolałe ciało. Jego i moje jęki oraz dźwięk naszych ocierających się ciał działały na nas niezwykle pobudzająco. Nasze ruchy stawały się coraz bardziej chaotycznie i dzikie. Nigdy nie przypuszczałem, że mogę robić to tak szybko i tak mocno.
- Ach... Szybciej! - Poczułem jak gryzie moje ucho. Mruknąłem i spełniłem rozkaz basisty. Robiło się coraz goręcej, obaj zatracaliśmy się w tym cudownym doznaniu. Moje ciało przeszył dreszcz, kiedy poczułem jego wilgotne usta na moich. Pomimo tego co właśnie robiliśmy, całował mnie delikatnie i powoli. Nie odrywając się ode mnie, zrobił kilka bardzo mocnych pchnięć, celując prosto w moją prostatę, a przy ostatnim, przygryzł moją dolną wargę i wypełnił mnie szczęściem. Czując przyjemne ciepło, powoli rozlewające się we mnie również osiągnąłem spełnienie i opadłem wyczerpany na jego ciało. Rei bardzo delikatnie wyszedł ze mnie i przyciągnął do siebie. Znów mogłem poczuć jak jego silne ramiona obejmujące mnie w pasie.
- To był najlepszy orgazm jaki miałem... - Usłyszałem jego szept. - Kocham Cię, Kai...
Drgnąłem lekko i poczułem jak łzy spływają mi po policzkach. To jedno zdanie wystarczyło, żeby cały mójświat runął. Spojrzałem na jego twarz. Patrzył na mnie z wyczekiwaniem.
- Ja też cię kocham Akira. - Zdobyłem się na sztuczny uśmiech. Poczułem jeszcze jak bardziej mnie do siebie przyciąga i ze łzami w oczach patrzyłem jak zasypia.
-Ruki,a może ty wiesz gdzie Akira wczoraj był,hmm?-Zapytał podirytowany już lider.
Czyżby coś mnie ominęło?
- Aki, a może ty mnie zdradzasz? - Bardziej stwierdził niż zapytał. Drgnąłem nerwowo kiedy to powiedział i spojrzałem na zdziwioną twarz mojego kochanka.
- Skąd ten pomysł kochanie? - Przybliżył się do niego i ujął jego twarz w dłonie.
Zaraz mnie zemdli...
- Przecież, wiesz, że kocham tylko ciebie i nie chcę nikogo innego. - Dokończył, głaszcząc go po policzkach. Prychnąłem, nie powstrzymując już łez. Spojrzeli na mnie. 
Wtedy właśnie podjąłem najprawdopodobniej najgorszą decyzję w swoim życiu.
- Jego też będziesz oszukiwać? - Zwróciłem się do basisty, powoli wstając. -Kai, jak dużo wiesz o swoim kochasiu, hmm? - Przeniosłem wzrok na czarnowłosego. - Powiem ci coś... Nie jesteś jego pierwszym i nie ostatnim.
- Taka, w co ty pogrywasz? - Reita posłał mi mordercze spojrzenie i mocniej przytulił chłopaka, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje działania są kompletnie bezsensowne. Mimo to...
- Zdradził Cię. - Powiedziałem i tym samym pogrzebałem naszą wieloletnią przyjaźń.
- Matsumoto! Popierdo…
- "Ujeżdżaj mnie kotku"... Nie pamiętasz jak to mówiłeś?! Nie pamiętasz jak Ci było dobrze?! Jak mówiłeś do mnie "kochanie"?! - Warknąłem na blondyna, nie zwracając uwagi na łzy perkusisty.
- Akira, kochałem cię, wiesz?! A ty tylko to wykorzystałeś... I przy okazji zdradziłeś jego! -Krzyknąłem i po raz ostatni spojrzałem na  zszokowaną twarz basisty, po czym wybiegłem.Zatrzymałem się dopiero na parkingu pod naszą wytwórnią, pomału zdając sobie sprawę, że swoim zachowaniem mogę doprowadzić do końca istnienia The GazettE. A poza tym...
Brawo Ruki, właśnie rozwaliłeś związek swojemu najlepszemu kumplowi...
- Którym już nie jest. - Powiedziałem cicho, próbując jakoś się usprawiedliwić. Odpaliłem papierosa i  zacząłem powoli iść w stronę domu.
Kochał Kai'a, a ja jego... A teraz stracił nas obu.
To śmieszne. Miał wszystko, teraz nie ma nic.
Uśmiechnąłem się, kiedy drobne krople deszczu zaczęły spadać na moją twarz.
Po raz pierwszy od paru miesięcy uśmiechnąłem się,bo prócz smutku czułem też ogromną satysfakcję.  

Kto wie, może teraz ja mam szansę być szczęśliwy?

środa, 8 maja 2013

Nowe życie III

Part: III/?
Paringi: Dopiero się tworzą.
Uwagi: Ten part nie jest zbetowany, więc mogą pojawić się błędy,za które bardzo przepraszam.
Od autora: Tak, tak, powinniście mnie ukrzyżować za to,że tak rzadko wstawiam kolejne party...Ale proszę,zrozumcie,że mam teraz bardzo dużo pracy, a weny na razie jak nie było tak nie ma .__. Na szczęście coś jednak udało mi się napisać. Nie jest to zbetowane,więc z góry przepraszam za błędy i dziękuję tym,którzy tu jeszcze zaglądają.
Miłego czytania.______________________________________________


 Ruki

Pomimo wielu protestów moich i Akiry matka kazała zaprosić mi niezapowiedzianego gościa do mojego pokoju,ale nawet w obecności Kai'a,który przyszedł kilka minut po nim w pomieszczeniu nadal panowała dość niezręczna cisza.
-Ej co robisz?!-Krzyknąłem,kiedy blondyn wziął moją gitarę.
-A co? Zobaczyć nie mogę?-Uśmiechnął się kpiąco i zaczął stroić mój skarb,siadając na moim łóżku.
Nie,tego już było za wiele...
-Zabieraj swój  parszywy tyłek z moich poduszek!-Warknąłem i zacząłem powoli do niego podchodzić.
-Taka odpuść,nie warto. -Kai położył mi rękę na ramieniu i popatrzył na Reitę z dezaprobatą.
Bez słowa wyrwałem się kumplowi i gdy już miałem zabrać szmaciakowi moją własność ,stanąłem jak wryty.
Melodia którą grał była piękna... Idealna,wręcz stworzona dla tej piosenki...
Byłem w szoku jednak starałem się wyłapać każdy dźwięk,uważnie śledząc ruchy jego palców.
Nawet nie zarejestrowałem kiedy odłożył gitarę i sięgnął po notatki leżące na mojej szafce nocnej.
-A to co?-Spytał pod nosem i zaczął czytać. -Łącząc małe palce w przysiędze,powiedziałeś:"Jeszcze przez chwilę nie odchodź".Pewnego dnia znowu będziemy się śmiać. Niczym dwoje lu...-Ej,to moje!-Rzuciłem się na niego.
- No proszę...Widzę,że ktoś tutaj lubi pisać...-Uśmiechnął się,nie chcąc oddać mi kartek.
-Oddawaj to! -Krzyknąłem i z całej siły uderzyłem go w brzuch.
-O Ty mały...-Syknął i przewrócił mnie na łóżko. Jednym ruchem znalazł się nade mną,siadając na moich biodrach .  Chłopak zamachnął się, a mnie przeszedł dziwny dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
Na szczęście Tanabe zdążył zareagować i odepchnął go ode mnie. Poderwałem się szybko i stanąłem koło kolegi,podczas gdy Suzuki zbierał się z podłogi.
-Czy wy do cholery nawet na chwilę nie potraficie przestać?!-Brunet spojrzał na nas jak matka karząca swoje dzieci.
Spojrzałem  na Akirę. Mimo,że nigdy nie spotkałem tak denerwującego stworzenia,to jednak to jak na mnie usiadł... Podobało mi się.  W pewnym sensie on sam mi się...
-Hm?-Na całe szczęście moje rozmyślenia zagłuszył dźwięk dzwoniącego telefonu.
***

Uruha

-Nie zapominasz się?-Usłyszałem tuż przy swoim uchu.
-Aoi...-Jęknąłem cicho kiedy pociągnął mnie za włosy.
-Znowu mam nauczyć cię być grzecznym?-Powiedział z chorą satysfakcją w głosie i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź podniósł mnie i wepchnął na tylne siedzenia swojego samochodu.  Byłem jak sparaliżowany. Nie potrafiłem odsunąć się,gdy obdarowywał moją szyję pocałunkami,ani gdy zaczął rozpinać swoje spodnie.
Nie chciałem tego,nie chciałem...
Ale bałem się co może zrobić kiedy odmówię. Spojrzałem w jego ciemne oczy,w których wyraźnie kryło się dzikie pożądanie.
-Kou nie bój się mnie...-Szepnął mi do ucha i mocno je przygryzł,zsuwając ze mnie spodnie wraz z bokserkami.
Nie krzyczałem kiedy we mnie wchodził,chciałem pozostać obojętnym na to wszystko. Mimo to chłopak nade mną doskonale wiedział jak wydobyć dźwięk z mojego gardła.
-Yuu...-Westchnąłem kiedy uderzył w moje najczulsze miejsce. Z satysfakcją słuchał moich jęków i błagań o więcej.
Nienawidziłem jego uśmiechu,dotyku, wszystkiego co było z nim związane.
-Nie nie nie! Ja tego nie chcę!-Krzyczałem w myślach,kiedy moje ciało wyginało się przy każdym mocniejszym jego ruchu.
Czułem jego przyśpieszony oddech na swojej skórze i ręce sunące po moim rozgrzanym ciele. Nie protestowałem kiedy bezkarnie gwałcił moje wnętrze. Postanowiłem całkowicie mu się oddać, ignorując ból jaki mi sprawiał.
Nie musiałem czekać zbyt długo. Po paru minutach usłyszałem jego stłumiony jęk i poczułem jak mnie wypełnia.  Wyszedł ze mnie, a ja  opadłem bezwładnie na siedzenia,czując że resztki sił właśnie mnie opuszczają.
Nawet nie wiem kiedy czarnowłosy zdążył się ubrać i  usadowić na przednim siedzeniu. Ruszył  nie obdarowując mnie nawet jednym spojrzeniem... Traktował  jak jakąś dziwkę która skończyła swoją "pracę".
Ale czy tak  nie było łatwiej ?
 Powoli usiadłem,czując ból w dolnych partiach ciała.Nie chciałem! Ale nie potrafiłem przestać...
Spojrzałem na czarnowłosego chłopaka.
Kim ty jesteś Yuu?
Uśmiechnąłem się pod nosem i przymknąłem oczy.
Nie wiem ile trwała droga powrotna ale gdy tylko usłyszałem jego głos, otworzyłem oczy i zacząłem się rozglądać. Było już ciemno ale rozpoznałem swój dom.
-Kochanie jesteśmy...-Shiroyama spojrzał na mnie wyczekująco. Odetchnąłem głęboko i wyszedłem z auta,ale gdy próbowałem zrobić pierwszy krok straciłem równowagę i gdyby nie Aoi, zapewne kolejny raz tego dnia miałbym bliskie spotkanie z betonem. Przez chwilę nasze spojrzenia spotkały się,a później poczułem smak jego ust.  Powoli zaczynałem zastanawiać się nad uzależniającymi właściwościami Shiro. Na pewno atakowały serce, ale czy mózg też?
 Z zamyślenia wyrwał mnie jego głos.
-Do zobaczenia ślicznotko...-Zamruczał mi do ucha i powoli się ode mnie odsunął. Spojrzałem na niego ostatni raz i pozwoliłem łzom swobodnie  spływać mi po policzkach,dopiero gdy jego samochód zniknął za zakrętem.
***

Ruki

Przeniosłem wzrok na mojego blond "gościa",kiedy w końcu raczył odebrać dzwoniący od dłuższego czasu telefon.  Spojrzałem porozumiewawczo na Tanabe. Obaj doskonale wiedzieliśmy kto dzwoni.
-Jasne zaraz będę.-Powiedział po dłuższej chwili i rozłączył się.
-Czyżby to była nasza kochana modelka?-Zapytałem, nie potrafiąc się powstrzymać.
-A co? Zazdrosny jesteś?- Akira uśmiechnął się wrednie i posłał mi całusa.
Jeśli za chwilę nie wyjdzie,to nie ręczę za siebie...
-Ależ nie...Po prostu nie wiedziałem,że robisz za jego niańkę przez 24 godziny na dobę.-Odpyskowałem.
-To może ty również potrzebujesz opiekunki maluszku?-Uśmiechnął się kpiąco.
Ach,gdyby tylko mój wzrok potrafił zabijać...
-To na razie Kai.-Zwrócił się do bruneta.
Prychnąłem,widząc jak Yutaka obdarowuje go swoim firmowym uśmieszkiem.
-Leć już lepiej do swojej księżniczki. Może jej korona z głowy spadła?-Syknąłem i pokazałem szmaciakowi środkowy palec. Nie odpowiedział, a ja z uśmiechem patrzyłem jak trzaska drzwiami.
-Mógłbyś sobie czasami darować...-Usłyszałem za sobą.
-Mógłbyś przestać już bawić się w moją matkę.-Odwróciłem się powoli i spojrzałem na przyjaciela. Dopiero teraz zauważyłem,że ma pomalowane na czarno oczy i lekko rozczochrane włosy.
Mmm...Czyżby w moim słodkim i niewinnym Kaiu nareszcie obudził się buntownik?
Oblizałem się mimowolnie, co nie uszło jego uwadze.
-Taka,co się tak gapisz?
-A od kiedy ty się malujesz?-Spytałem, dalej badawczo mu się przyglądając.
-Etto...W sumie to od niedawna...-Gdy to mówił na jego policzkach pojawiły się rumieńce. -...A co?
-A nic... Pasuje ci.-Słysząc komplement jeszcze bardziej się speszył.
-Dzięki..A tak w ogóle to możesz mi wreszcie powiedzieć jaki był cel mojej wizyty?-Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
 No tak, przecież przez tego dupka prawie zapomniałem o prawdziwym celu zaproszenia tutaj kumpla. Uśmiechnąłem się pod nosem i powoi do niego podszedłem.
-Cóż...Po prostu chciałem spędzić z tobą miły wieczór...-Usiadłem mu na kolanach,przez co doskonale widziałem szok malujący się na jego twarzy.
-...A może i noc...-Wyszeptałem mu do ucha.
***
Uruha
Stałem na dworze już dobre pól godziny,gdy wreszcie go zobaczyłem .
Reita podbiegł do mnie i mocno przytulił, a ja wtuliłem się w niego ufnie.
-Kouyou...-Zaczął uspokajająco głaskać mnie po plecach.-Biegłem do ciebie najszybciej jak potrafię. On... Zrobił ci coś?
Wzdrygnąłem się,wciąż mając przed oczami obraz podnieconego do granic możliwości Yuu.
Nie potrafiłem wydusić słowa. Wstydziłem się sam przed sobą przyznać co z nim robiłem. Rei najwyraźniej zrozumiał i o nic już nie pytając, złapał mnie za rękę i skierował w stronę  domu.
Kiedy tylko znaleźliśmy się w moim pokoju,bez słowa położył moje wymęczone ciało  na łóżku,a sam usiadł obok . Po moich policzkach powoli zaczęły spływać łzy,przez co jego reakcja była natychmiastowa; położył się koło mnie i delikatnie przytulił.
Z czasem jego uścisk przybierał na sile,stawał się bardziej intymny,dzięki czemu wreszcie  odważyłem się  podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy. Siedzieliśmy w ciszy,przerywanej tylko naszymi oddechami. Coś tak błahego jak słowa nie było nam potrzebne.
Atmosfera zrobiła się nieco napięta, gdy trzęsącą się ze zdenerwowania ręką bardzo delikatnie pogłaskał mnie po policzku, jakby obawiał się,że połamię się pod wpływem jego dotyku.  Blondynek uśmiechnął się do mnie ciepło,jednak na tym się nie skończyło. Powoli przybliżył swoją twarz do mojej,wręcz czułem jego ciepły oddech na policzku.  Jedno spojrzenie i wiedziałem już co zamierza.
Pocałował mnie. Z początku był to bardzo delikatny,wręcz motyli pocałunek,jednak z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny.
Dzwoniło  w uszach i kręciło mi się w głowie,jednak nie chciałem,żeby teraz przestawał. Po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś całował mnie z taką...Tęsknotą?
Jęknąłem głośno,czując jak okrywa mnie swoim ciałem,a jego ręce powoli suną po moich udach.  Wciąż miałem przed oczami twarz Aoi'a,wykrzywioną w kpiącym uśmieszku zaraz po nazwaniu mnie dziwką.  Może faktycznie znał mnie lepiej niż ja siebie samego?
Wydałem z siebie ciche westchnięcie ,kiedy Akira wsunął język do wnętrza moich ust. Jego ręce z moich ud powoli zsunęły się na pośladki, przez co tylko się spiąłem. Może powinienem zareagować wcześniej,ale nie potrafiłem mu się oprzeć. Dopiero gdy dał mi mocnego klapsa,odepchnąłem go od siebie i usiadłem próbując wyregulować oddech.
-Przepraszam,poniosło mnie...-Usiadł koło mnie,posyłając mi przepraszające spojrzenie. Odetchnąłem głęboko i zdobyłem się na uśmiech.
-Nic się nie stało. W końcu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi...-Specjalnie zaakcentowałem ostatnie słowa.
-Oczywiście.-Uśmiechnął się łobuzersko i objął mnie w pasie.-TYLKO najlepszymi przyjaciółmi.- Zamruczał mi do ucha.

__________________________________________________
~~Szukam stałej bety...

wtorek, 1 stycznia 2013

Nowe życie II


Paringi: Dopiero się tworzą...
Part: II/?
Beta: Ina
Od autora: Przepraszam,że Was ostatnio zaniedbuję, ale postaram się poprawić ;w; Dziękuję bardzo mojej kochanej becie, która zawsze znajduje czas i dzielnie poprawia te moje wypociny <3 
Mam nadzieję że Wam się spodoba.
Enjoy.____________________________________________

                                                              Uruha
Co chwila spoglądałem na siedzącego obok mnie czarnowłosego chłopaka, który od czasu do czasu uśmiechał się pod nosem. Wciąż przeklinałem w duchu swoją dotychczas wypominaną mi przez Reitę "asertywność"
-Ugh...-Jęknąłem cicho, kiedy ponownie mną zarzuciło. Aoi prowadził jak wariat i przed chwilą o mało co nie rozjechał starszej kobiety, która była łudząco podobna do babci Akiry.  Chciałem zwrócić mu uwagę, jednak w ostatniej chwili ugryzłem się w język. Nie zdążyłem przecież zapomnieć, że chłopak jest strasznie wybuchowy, a jego reakcji nie sposób przewidzieć.
Mam tylko nadzieję, że nie wrócimy z tej przejażdżki w czarnych workach. Mocniej zacisnąłem ręce na pasie, co nie uszło uwadze kierowcy.
-Przepraszam. Powinienem bardziej na ciebie uważać.-Usłyszałem jego cichy, lekko zachrypnięty głos. Odruchowo podniosłem głowę i napotkałem jego pełne troski spojrzenie.
-Lepiej patrz na drogę.- Powiedziałem cicho, nie zwracając uwagi na jego wcześniejsze słowa. Skinął tylko głową i przyśpieszył, przez co wbiło w mnie w fotel. Przez następne kilkanaście minut nie odzywaliśmy się do siebie, chociaż przez całą drogę czułem na sobie jego przenikliwy wzrok. Bezmyślnie wpatrywałem się w widoki za oknem, w pewnym momencie zauważając, iż za chwilę wyjedziemy z miasta.
-Aoi?
-...
-Aoi!
-Hm? Wybacz, zamyśliłem się.-Powiedział i obdarował mnie jednym ze swoich firmowych, sztucznych uśmieszków, którego nie odwzajemniłem.
-Dokąd ty mnie wieziesz?-Miałem nadzieję, że głos zbytnio nie zadrżał mi, kiedy to mówiłem.
-Zobaczysz. Ale spokojnie, byliśmy tam. Jednakże to było wieki temu.-Znów spojrzał mi w oczy.
-Uru, ty się mnie boisz?- Dodał przerywając tę nieznośną ciszę.
Nie odpowiedziałem. Jedyne, co w tamtej chwili mogłem zrobić, to uciec wzrokiem. Przecież gdybym się go nie bał nie byłoby mnie tu. Ale czy aby na pewno?...
Znów mną szarpnęło i jakimś cudem uniknąłem zderzenia z przednią szybą. Cholera, czy on musi tak gwałtownie hamować?
Spojrzałem na niego. Cały czas lustrował mnie wzrokiem.
-Boisz się mnie?...-Bardziej stwierdził niż zapytał. Nawet nie wiem, kiedy jego twarz znalazła się tak blisko mojej.
-Yuu, co ty...
-Nie bój się.-Wyszeptał mi do ucha.-Przecież wiesz, że cię nie skrzywdzę.-Musnął kącik moich ust, a moje ciało zareagowało od razu. Przymykając oczy, poczułem przyjemny dreszcz  przechodzący wzdłuż kręgosłupa.
-Prawie zapomniałem jak słodko się rumienisz.-Uśmiechnął się smutno.
Byłem rozdarty. Z jednej strony tak strasznie chciałem mu wierzyć, przytulić się, pocałować, obudzić koło niego po długiej i męczącej nocy. Chciałem tego wszystkiego, chociaż dobrze wiedziałem, że nie da  się cofnąć czasu, a uczucie, którym kiedyś się darzyliśmy, jest tylko miłym, jednak bolesnym wspomnieniem, zbyt świeżym by o nim mówić.
Musiałem się pogodzić z tym, że kolejne zapewnienia, nigdy nie znajdą pokrycia.
-Bo przecież ty zawsze łamiesz obietnice, prawda Yuu?- Powiedziałem przez zaciśnięte usta niemal bezgłośnie.
-Mówiłeś coś?-Spytał, kiedy ruszyliśmy.
Pokręciłem głową, prosząc o to, żebyśmy jakimś cudownym sposobem nie rozwalili się na następnym zakręcie.
Po jakiś 10 minutach Aoi zjechał na pobocze i zgasił silnik. Spojrzałem w okno. Mimo tego, że zrobiło się już całkiem ciemno, rozpoznałem to miejsce. Nie dając nic po sobie poznać wysiadłem z auta. Spróbowałem zrobić kilka kroków, jednak gdyby nie Shiroyama, który nagle znalazł się przy mnie, najpewniej zaliczyłbym kolejny upadek.
-Cholera.-Syknąłem cicho. Czemu ja zawsze muszę sobie coś zrobić?
-Boli cię?- Chłopak w dalszym ciągu mnie trzymał.
-Trochę.
 -W takim razie...-Jednym ruchem wziął mnie na ręce.
-Nie musisz.-Spojrzałem mu w oczy.
-Ale chcę.- Delikatnie musnął ustami mój policzek.
Szliśmy już dobre 15 minut w absolutnej ciszy, aż w końcu poprosiłem Aoi'ego, żeby mnie puścił. Zacząłem powoli iść, a właściwie kuśtykać, wciąż podtrzymywany przez mój dawny obiekt westchnień. Przystanęliśmy dopiero pod wielką sakurą, która kołysała się z każdym mocniejszym podmuchem wiatru.
Drgnąłem czując, jak Yuu obejmuje mnie w pasie.
-Pamiętasz to miejsce?-Jego oddech drażnił moją szyję.
 Jak mógłbym zapomnieć?
                                                                                ***
                                                                                Ruki
Po powrocie do domu, bez słowa poszedłem do swojego pokoju i trzasnąłem przez przypadek uderzając Sebu. Eh, trudno. Chciałem w końcu zaznać trochę spokoju w tym wielkim domu, a obecność psa na pewno nie ułatwiłaby mi tego.  Z niechęcią spojrzałem na zegar, który tak naprawdę był znienawidzonym przeze mnie budzikiem.
17:36... Hm...Czy matka mówiła, że znów musi zostać do późna? A może pojechała gdzieś z ojcem? Zakupy? Jeśli tak, to by znaczyło, że już kolejny raz o mnie zapomnieli. A zresztą...Pierdolę to.
Tylko potem niech nie oczekują, że będę się do nich odnosił z szacunkiem, skoro oni mają mnie gdzieś.
Z niechęcią wstałem i udałem się do łazienki odganiając przy tym psiaka. 
-Nie dzisiaj mały.-Mruknąłem cicho. Sebu chyba nawet mnie zrozumiał, bo wreszcie przestał plątać mi się pod nogami.
Nawilżyłem pace i najdelikatniej jak umiałem wyjąłem soczewki.
-Kurwa..-Syknąłem cicho widząc krwistoczerwone ślady wokół tęczówek. Jeśli tak dalej pójdzie to stracę wzrok już przed 30…
 Zamrugałem kilkakrotnie próbując odzyskać zdolność widzenia w drugim oku. Po kilku, a może kilkunastu minutach męczenia oka, stwierdziłem, że muszę sięgnąć po bardziej radykalne środki.
Wróciłem więc do pokoju i sięgnąłem do szafki wyjmując z niej o zgrozo… Okulary, które dostałem zaraz po tym, jak stwierdzono u mnie wadę wzroku, ale tylko na prawe oko. Wyglądałem w nich jak jakiś frajer albo, co gorsza kujon, którym w żadnym wypadku nie byłem. Po dłuższym wahaniu, odetchnąłem głęboko i założyłem to cholerstwo. W tamtej chwili naprawdę chciałem stłuc lustro, ale nie zrobiłem tego, stwierdzając, że bandaże niekoniecznie pasują do mojego wizerunku.
Zniechęcony opadłem bezwładnie na łóżko, po czym założyłem słuchawki.
Heh, drugi raz tego dnia przypomniała mi się moja babcia, która za każdym razem, gdy widziała mnie z tą „naroślą na uszach” robiła mi awanturę, uparcie twierdząc, że „zabijam sobie słuch”. Szczere mówiąc czasem mi jej brakuje…Odetchnąłem głęboko, wciąż wpatrując się w przestrzeń. Powoli zaczynało robić się ciemno, jednak dla mnie włącznik światła był stanowczo za daleko. Nie wiem ile czasu tak przeleżałem, lecz dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że leżę w całkowitych ciemnościach, wsłuchany w głos Ryuichi’ego. Znudzony do granic możliwości zacząłem szukać  telefonu, który znalazłem już po 5 minutach. Wybrałem numer do Kai’a, próbując nie przewrócić się, kiedy manewrowałem pomiędzy porozwalanymi na podłodze ubraniami i zeszytami. Odebrał po 3 sygnałach. -Tak, Ruki? -Skąd wiedziałeś, że to ja? – Prawie potknąłem się o jedną z książek. Wypadałoby tu w końcu posprzątać…-Hm, zastanówmy się…- Może, dlatego że podałeś mi swój numer? Poza tym znam Cię bardzo dobrze i pamiętam, iż nigdy nie uczysz się przed 22.-No tak…Wybacz, zapomniałem, że rozmawiam z Tanabe, a nie z jakimś pierwszym lepszym chłopakiem. Masz całkiem dobrą pamięć staruszku.- Zaśmialiśmy się. -Dokładnie. A tak w ogóle to, w jakiej sprawie do mnie dzwonisz?
-Chciałem Cię zapytać czy nie masz czasem ochoty do mnie wpaść.- Powiedziałem uwodzicielskim tonem.
-Yyyy, …Ale tak teraz? -Yhm. No, bo wiesz, w sumie mieszkam tylko dwie ulice dalej, a mi się tak straaasznie nudzi… -Jęknąłem znacząco.  -No sam nie wiem…Jutro kartkówka z arytmetyki…- Nie, nie powinieneś Kai i chyba nawet wiem, jak Ci to uświadomić…
-Oj, no proszę Cię! Kupię Ci 3 słoiki majonezu…
-….Będę za 15 minut.
-Tak? Świetnie!- Udawałem zaskoczonego, że jednak się zgodził.  Wreszcie dotarłem do tego pieprzonego włącznika.
-No to do zobaczenia.
-No, czekam! Rozłączyliśmy się.
Po parunastu minutach względnego sprzątania pokoju, usłyszałem jak ktoś wchodzi do domu. No tak przecież, od kiedy pamiętam, Yutaka nie potrafił pukać jak normalny, cywilizowany człowiek. Zbiegłem po schodach i wybiegłem na korytarz, chcąc rzucić się na kumpla, jak parę ładnych lat temu. Taki kiedyś był nasz sposób witania się, czasem bolesny, ale jednak nasz.
Stanąłem jak wryty, a uśmiech towarzyszący mi przez ostatnie dwadzieścia  minut zniknął.
Koło drzwi wejściowych stał nie kto inny, tylko Reita, a koło niego moja matka i jakaś kobieta.
Blondyn posłał mi kpiący uśmieszek.
-Co Ty tutaj do cholery robisz?- Zwróciłem się do niego, niemalże krzycząc.
                                                                     ***
                                                                   Uruha
Było zimno, ciemno, a dodatkowo właśnie rozpętała się burza. Byłem cały przemoczony i bałem się. Cholera, bardzo się bałem…
Zacząłem trząść się z zimna, jednak wciąż wpatrywałem się w postać ciemnowłosego chłopaka, który łaskawie się zatrzymał.
-Co ty powiedziałeś?- Spytał, powoli się odwracając.
-Kocham cię.- Powiedziałem ledwo słyszalnie i spuściłem głowę. Nogi pomału odmawiały mi posłuszeństwa, więc postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę.
-Kocham cię Yuu! Nie rozumiesz?! Kocham..-Krzyknąłem zaciskając dłonie w pięści. Spojrzałem na Shiroyamę przez łzy.
-Kocham cię…-Upadłem na kolana, czując, że nie dam rady dłużej stać.
-Kou-chan…- Nawet nie wiem, kiedy znalazł się przy mnie. Bez słowa rzuciłem się mu na szyję, tak jak to miałem w zwyczaju.
-Kouyou, nie płacz. Naprawdę muszę..
-Nic nie musisz…- Warknąłem, mocniej do niego przylegając. Odetchnął głęboko.
-To nie tak, że nie chcę… Ale dobrze wiesz, że nie możemy. – Poczułem jak uspokajająco głaszcze mnie po plecach.
-Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało.-Syknąłem, czując kolejne łzy, spływające mi po policzkach.
-Bo nie sądziłem, że to tak na poważnie…
Odsunąłem się gwałtownie, prawie go odpychając. Dopiero wtedy do mnie dotarło. On cały czas myślał, że to tylko przelotne uczucie. Traktował mnie jak zabawkę. Pozwolił, żebym się w nim zakochał, podczas gdy doskonale wiedział, że..
-Uruha? Chciał odgarnąć mi grzywkę z oczu, ale odtrąciłem jego dłoń w połowie drogi.
-Dobrze, idź. Droga wolna. Skoro ty…A zresztą, nieważne. Po prostu idź już. –Miałem nadzieję, iż deszcz zdołał ukryć moje łzy. Nie chciałem okazać słabości, już nie.
-Skoro, co?- Zapytał, krzyżując ręce na piesi. Czy nawet w takim momencie, nie potrafił odpuścić? Odetchnąłem głośno.
-Skoro ty nic nie czujesz, to nie widzę sensu, żebyś zostawał. Nic cię tu nie trzyma. Myślałem, że twoje uczucia względem mnie są szczere, ale najwidoczniej przeliczyłem się. Przepraszam, zapomnij o tym, co mówiłem.- Próbowałem zignorować ścisk w gardle, jednak on cały czas przybierał na sile. Nie mogłem nawet na niego spojrzeć, bojąc się, że zrobię coś, czego potem będę żałować.
-Błagam, idź już. -Wychrypiałem cicho.-Nie chcę cię ju…
Shiroyama przerwał mój monolog zaborczym pocałunkiem. Był krótki, ale wystarczający, żeby moje serce znów przyśpieszyło, a policzki oblał rumieniec.
-Dalej uważam, że nie powinniśmy.- Powiedział, patrząc mi w oczy.
-Też tak sądzę.- Na powrót złączyłem nasze usta.

                                                                        ***
-Nie pamiętam.-Powiedziałem chłodno. Nie po to dusiłem to uczucie przez cały ten czas, żeby teraz dać mu upust.
-A może to tutaj zafundowałeś Saki'emu kulkę w łeb?!-Krzyknąłem.
Chwilę później leżałem na ziemi, trzymając się za czerwony policzek. 


                                                                         ***

                                                                    T.B.C.


Napiszcie proszę jaki paring byście chcieli w tym opku ^^



środa, 26 grudnia 2012

Teardrop

Oneshoot
Paring: ReitaxRuki
Od autora: Proszę bardzo,macie swoje oczekiwane Reituki. Przepraszam,że takie krótkie,ale wena mnie opuściła .___. " Jednak mam nadzieję,że Wam się spodoba.
____________________________________________________________


Jedno cięcie. Ból. Krew. Niemy krzyk wydobywający się z mojego gardła.
 Nienawidziłem, brzydziłem się siebie. Każda minuta w tym ciele wydawała się być katorgą. Kolejne cięcie. Przymknąłem oczy, czując narastający ból. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach, z przygryzionych warg powoli zaczęła sączyć się krew. Błagam, niech to się skończy,ja już nie...
Wrzasnąłem, kiedy obrazy z tamtego dnia znów zaczęły bezkarnie gwałcić moją psychikę.
***
-No co za debil wymyślił konkurs na picie?!-Krzyknąłem odpychając od siebie spitego do reszty Shou.
Byliśmy w jakimś obskurnym pubie,a do tego jeszcze  Kai  wpadł na "genialny" pomysł zaproszenia chłopaków z Alice Nine .Ok, muszę przyznać,że na początku było całkiem miło...Ale kiedy ten debil zaczął dobierać się do mnie i Reity, przestało byś śmiesznie.
-Czekaj, pomogę ci...-Hiroto,który jakimś cudem był jeszcze w miarę trzeźwy, jednym ruchem odsunął ode mnie wokalistę , po czym powoli zaczął pchać go do wyjścia.
Odetchnąłem głęboko i sięgnąłem po szklankę, zerkając na nieźle wstawionego kumpla, który prawie osuwał się pod stół. 

-Jak dziecko...-Stwierdziłem z rozbawieniem, patrząc na jego nieudolne próby utrzymania się w pionie.  
-Ru..bo...Mo...Ja,bo..
-Co tam mamroczesz?-Nachyliłem się nad basistą, pomagając mu wstać. Gdy poczułem jego usta na swoich odepchnąłem go mocno,przez co już któryś raz tego wieczora wylądował na podłodze. 
-No, no widzę,że wy również nie próżnujecie...-Usłyszałem za sobą. 
-Uruha?-Spytałem głupio.
-Nie,Kopciuszek.-Uśmiechnął się drwiąco. Chwila...To on się uśmiecha?-I to ma być światowej sławy członek the GazettE?-Prychnął,spoglądając na Reitę.
-Nawet w takim stanie jest lepszy od ciebie .-Syknąłem przez zaciśnięte zęby. Przez parę minut mierzyliśmy się wzrokiem,aż w końcu postanowiłem przerwać tę irytującą ciszę.
-A gdzie reszta?-Spytałem obojętnie, siadając na prowizorycznej kanapie. 

-Kai obecnie  prowadzi zawziętą dyskusję z Sagą,a Aoi próbuje poderwać kelnerkę. A ja właśnie wychodzę.- Odwrócił się i chciał wyjść,jednak w ostatniej chwili udało mi się złapać go za ramię. 
-Czekaj...A co z nim?- Skinąłem głową na półżywego basistę. 
-A to już twój problem. Powodzenia życzę.- Wyszarpnął się i  zaczął iść w stronę wyjścia. 
Świetnie...Z rezygnacją spojrzałem na zalanego Akirę.  No i gdzie są ci tak zwani przyjaciele,kiedy ich potrzebuję?  
-Wstajemy Rei....-Zacząłem go budzić, jednak moje późniejsze próby podniesienia go skończyły się na tym,że oboje znaleźliśmy się na podłodze. No tego już było za wiele. Sięgnąłem po mojego drinka i oblałem go nim.
-Eeej! Co Ty kurwa robisz?!- Blondyn posłał mi mordercze spojrzenie, wyjmując kostki lodu zza koszulki. 
-Ciebie mogę spytać o to samo! Od parunastu minut próbuje cię podnieść,a ty schlanego udajesz!
-Zmęczony byłem....-Posłał mi jeden ze swoich firmowych uśmieszków.-No dobra,już wstaje. 
Podniósł się i..
-Ała!-Krzyknąłem lądując pod nim na kanapie.-Człowieku, ty nawet nie umiesz ustać na nogach!-Wrzasnąłem mu do ucha. 
-Nie drzyj się... Poza tym,przyjemnie jest,ne?- Mówiąc to przysunął się bliżej mnie,przez przypadek się ocierając. 
-Nie!  Idź ode mnie...!-Udało mi się go zepchnąć. Przyłożyłem mu dłoń do czoła.- Kami-sama,Raita, ty masz gorączkę! 
-Możliwe...-Powiedział cicho, przymykając oczy.
-O nie,tylko mi tu nie zasypiaj! Odwiozę cię,tylko musisz się podnieść.-Mówiąc to pomogłem mu wstać. 
-Nie musisz...
-Wiem. 
Godzinę później byliśmy pod domem basisty. Chciałem pomóc wysiąść mu z samochodu,jednak ten uparty chłopak jak zwykle chciał pokazać swoją samodzielność i gdyby nie mój refleks, najpewniej znów leżałby na ziemi. 
Cudem udało nam się dotrzeć do drzwi i je otworzyć. Byłem u niego już  kilka razy, więc doskonale wiedziałem w jakim kierunku mam go wlec.
-Delikatniej nie mogłeś?-Jęknął kiedy opadł na łóżko..
-Nie. Rozbierz się i idź spać.
- Dobrze,ale z Tobą! 
Momentalnie znalazłem się pod nim i zadrżałem kiedy poczułem jego zimne ręce, błądzące po moim torsie. Powoli zaczął rozpinać mi koszulę. 
-Przestań!-Próbowałem się mu wyrwać,jednak był zbyt silny. Na początku myślałem,że to kolejny głupi żart,ale gdy poczułem jego usta na mojej szyi, dotarło do mnie,że jego działania były jak najbardziej świadome.
 Zacząłem się wyrywać, gdy spróbował ściągnąć ze mnie spodnie. 

-Odpierdol się!- Syknąłem, patrząc jak pozbywa się reszty ubrań. Doskonale wiedziałem co chce ze mną zrobić i z przerażeniem stwierdziłem, że w pewnym stopniu ja też tego pragnę.
-Nie wierć się tak...-Blondyn złapał mnie za nadgarstki, zdzierając ze mnie bokserki.

-Przestań! Ja...-Zamknął mi usta swoimi. Jęknąłem cicho, czując jego palce zaciskające się na moim członku.Z początku jedyne czego chciałem to oderwanie się od tego napaleńca, ale z każdą minutą moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa, prosząc o więcej. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam powietrza. 
-Taka...Odwróć się...-Wyszeptał mi do ucha. 
 -Rei-rei,proszę...Ja nie chcę....-Szepnąłem błagalnie, kiedy odwrócił mnie tyłem. 
-Chcesz,chcesz...-Mówiąc to wszedł we mnie jednym ruchem.  Zachłysnąłem się powietrzem,a moje ciało przeszedł niesamowity ból. Mimowolnie krzyknąłem,a łzy zaczęły spływać mi po twarzy.  
Blondyn nie zważając na moje zawodzenia i prośby od razu zaczął się we mnie poruszać. Przy każdym mocniejszym  pchnięciu ból stawał się nie do wytrzymywania. Wręcz czułem jak coś rozrywa mnie od środka. Aki nie bawił się w żadne pieszczoty, o nie, on wolał bezkarnie mnie gwałcić, by jak najszybciej osiągnąć szczyt. Dlaczego on to robił? I dlaczego do cholery nie potrafiłem mu się oprzeć? 
-Uh...-Sapnąłem kiedy zaczął wchodzić coraz głębiej. 
Dziwka. Kurwa. Szmata. Te epitety same cisnęły mi się do głowy. Chwycił moje biodra wciąż przyśpieszając. 
Nie czułem już bólu,nic już nie czułem. Oddałem mu się nie mając już siły protestować. Modliłem się tylko o to,żeby  jak najszybciej skończył to co właśnie ze mną robił. Usilnie szukał mojego czułego punktu,jednak byłem zbyt spięty, żeby czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność.
Nasze oddechy były już bardzo nieregularne i przyśpieszone. Dostosowałem się do jego tempa i po paru dobitnych ruchach doszedł we mnie, zalewając mnie przyjemnym ciepłem. 

Moje ciało wygięło się w łuk pod wpływem niechcianego orgazmu. W głowie miałem totalny chaos, jedyne czego byłem pewny,to to,że jestem zwykłą dziwką. Bo czy nie tak się je traktuje? 
Reita opadł wyczerpany obok mnie. Nawet nie chciałem na niego spojrzeć, nie potrafiłem zapanować nad własnym ciałem,które z nieznanych mi powodów zaczęło drżeć. 
-Ruki,ja....-Dźwięk jego lekko zachrypniętego z podniecenia głosu sprowadził mnie na ziemię. Jego ręce obejmujące mnie w pasie stały się doskonałym rozrusznikiem, a widok jego miny, gdy z całej siły go od siebie odepchnąłem był niczym w porównaniu z szokiem , jakiego doznał gdy krzyknąłem,że go nienawidzę, wybiegając  z jego mieszkania. 
***
Dziwka...Zwykła,puszczalska dziwka...Tylko tak można mnie określić.
Moje ciało przeszedł dreszcz, jednak dalej kontynuowałem swoje dzieło, podziwiając czerwień, zdobiącą wszystko wokół mnie.
Dlaczego? Dlaczego Ty mi to zrobiłeś? Reita...
Kolejne łzy,rany otwarte, powoli ogarniająca mnie ciemność.
Dlaczego?
Ostatni oddech.
-Ja Cię kochałem...Rei...
Nareszcie zamknąłem oczy.

czwartek, 6 grudnia 2012

Nowe życie?

Paring: sami zobaczycie 
Part: I/?
Ostrzeżenia:...Przecież to nikogo nie obchodzi XD 
Od autora: Bry! Przepraszam,że tak Was zaniedbuję,ale miałam naprawdę sporo roboty...Poza tym...DZIKUJĘ WAM BARDZO! Za wszystkie nominacje,komentarzy,rozmowy. Wszystko. I wiecie co? Z przykrością zawiadamiam,że będę kontynuować bloga,także tak szybko się mnie nie pozbędziecie XD Mam nadzieję,że to Wam się chociaż troszkę spodoba...
Dedykacja: Dla wszystkich! (Wybaczcie, dalej uczę się wszystkich waszych nicków ^^") 
___________________________________________________________________________


-Ta...Ka..No..Ri!!-Usłyszałem zza drzwi.
Zajebiście...
-Odpierdol się..-Syknąłem cicho,przecierając zaspane oczy.
Kolejny beznadziejny dzień niosący kolejne rozczarowania zaczął się tak samo.
-Ech...Skoro tak...Za dwadzieścia minut wychodzimy!Masz być gotowy!-Matka nie dawała za wygraną.To chyba po niej odziedziczyłem ten nieludzki upór.-I ubierz się w miarę normalnie!-Usłyszałem jak odchodzi.
-Kurwa...-Rzuciłem poduszką w drzwi,po czym spojrzałem na budzik
6:43...
No to wczoraj nieźle zabalowałem. A dzisiaj?
Dzisiaj znów zacznie się ten koszmar...
Nowa szkoła. Nie pamiętam,która to już. Ale zapewne będzie taka sama jak wszystkie do których miałem okazję chodzić. A czemu już ni chodzę?
Otóż wywalili mnie,bo się wyróżniałem...Chociaż ostatnim razem wypieprzyli mnie za przelizanie się z kolesiem na apelu.
Ale mieli miny.Zwłaszcza dyrektor....Ale szczerze mówiąc,warto było.
Szkoda tylko,że ten chłopak potraktował mnie jak zwykłą dziwkę i po tym zajściu po prostu olał.
 -Eh...-Westchnąłem głęboko.
Wstałem i powoli podszedłem do lustra.
Hm...A może ja nią jestem? Spojrzałem na swoje odbicie.
Czerwone kosmyki  opadały mi  na na twarz,całkowicie zakrywając lewe oko,natomiast drugie było czerwone jak moje włosy z  powodu codziennego wkładania soczewek.
Przejechałem palcami po swoich pełnych,trochę popękanych wargach. Oblizałem się i z przyznałem,że naprawdę robię to  jak jakaś lafirynda.
-Takanori! Masz pięć minut!-Usłyszałem zdenerwowany głos matki.
-Nie drzyj się...-Powiedziałem cicho,otwierając szafę.
-Ubrać się normalnie,tak? Dobrze mamusiu,będę grzecznym dzieckiem.
Wyjąłem swoje ulubione,czerwone rurki z dziurami na kolanach,ćwiekami po bokach i łańcuszkami. Wybrałem czarny t-shirt z imitującym krew napisem: "Suck it". Do kompletu ubrałem jeszcze bluzę z rogami na kapturze,mnóstwo biżuterii i najwyższe koturny jakie miałem. W końcu siedemnastolatek mający jakieś 160 cm musi sobie jakoś radzić w tym morzu gigantów.
Ubrałem się w mniej niż pięć minut i poszedłem do łazienki,która na szczęście znajdowała się koło mojego pokoju. Cóż,prawda była taka,że to ja spędzałem w niej najwięcej czasu.
Odruchowo sięgnąłem po grzebień  i  lakier. Powoli zacząłem stawiać włosy,które przez takie zabiegi były już bardzo zniszczone.Następnie założyłem białą soczewkę,która jak się okazało,tak naprawdę była niebieska. Syknąłem,czując pieczenie.Kiedy już przyzwyczaiłem się do tego nieprzyjemnego uczucia,sięgnąłem po czarną kredkę i konturówkę do oczu. Po trzech minutach i jakiś dziesięciu dobijania się matki,skończyłem i dumny z siebie wyszedłem,nie wdając się z nią w żadną dyskusję.
W końcu i tak dostanę ochrzan...Ale to nieco później,kiedy będę miał już słuchawki na uszach i puszczę najnowszy album Luna Sea.
Zarzuciłem torbę na ramię i pewnie ruszyłem na dół,gdzie od raz rzucił się na mnie Sebu-chan,nasz pies.
-Hej mały.-Pogłaskałem go,na co odpowiedział mi radosnym szczeknięciem. Odetchnąłem głęboko i wyszedłem zamykając za sobą drzwi.
Przybrałem obojętną minę jak co dzień i jak co dzień dostałem ojeb za strój i zachowanie,kiedy tylko wsiadłem do wielkiego Mitsubishi kobiety,uważającej się za moją matkę. To chyba przez jej zachowanie straciłem zainteresowanie wszystkimi kobietami....A może to dlatego,że są tak irytujące,że z chęcią wysłałbym je na koncert X-Japan,żeby wzajemnie się powyrzynały?
Przygłośniłem muzykę, żeby nie słyszeć krzyków mamy. Przerabialiśmy to już tyle razy,że znałem to wszustko na pamięć.
"Takanori,robisz z siebie nie wiadomo co,opamiętaj się!W końcu przez ten cały cyrk,ktoś zrobi ci krzywdę! Boże,nie wierzę,że mam takiego syna...Blach,blach,blach,blach..."
Przez całą drogę nie odezwałem się ani słowem,zafascynowany widokiem za oknem. Kiedy w końcu zajechaliśmy pod budynek szkoły ze zdziwieniem stwierdziłem,że różni się od innych. A przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Budynek był z czarnych cegieł,co w Japonii było naprawdę rzadkie. Może to jakiś Amerykanin albo Europejczyk ją zaprojektował. Byłoby ciekawie...
Koło wejścia i na parkingu rosło parę wiśni nadając szkole trochę uroku. Wydawała się taka cicha i pewna,że stoi na właściwym miejscu. Wrażenia dopełniały jeszcze ciemne chmury,zdobiące jesienne niebo. Choć wielu nie cierpiało tej pory,ja lubiłem ją ze względu na jej nieprzewidywalność. Z zamyślenia wyrwało mnie szturchniecie w ramię. Z niechęcią zdjąłem słuchawki i spojrzałem na kobietę.
-Jesteśmy. I pamiętaj...
-Tak,tak,wiem. Bądź miły,nie pyskuj,staraj się i tak dalej...Naprawdę,daruj sobie. Wrócę pieszo.-Oznajmiłem oschle i wysiadłem,trzaskając drzwiami,tak jak to mam w zwyczaju.
Doszedłem do drzwi i bardzo ostrożnie je otworzyłem. Tak,bałem się.Trochę przerażała mnie ta wielka niewiadoma,która znajdowała się za nimi. Odetchnąłem głęboko. Jeden krok i znalazłem się na wielkim i całkiem obcym korytarzu. Ruszyłem przed siebie,spuszczając wzrok i zmierzając do drzwi z wielkim napisem SEKRETARIAT.

***
Po jakiś piętnastu minutach siedziałem sam pod klasą,bo jak zdążyłem się zorientować, lekcje zaczynaliśmy o dziewiątej.Pierwszą lekcją miała być biologia,co trochę podniosło mnie na duchu,gdyż był to chyba jedyny przedmiot z którego byłem naprawdę dobry.
Zacząłem studiować plan,który dała mi sekretarka. Swoja drogą,urocza kobieta...Chciała mi wepchnąć swoje ciastka,uparcie twierdząc,że jestem za chudy.
Po 15 minutach studiowania architektury szkoły, coś (prawdopodobnie mój siódmy zmysł,który z całą pewnością posiadam) kazało mi spojrzeć w prawo. Nie spodziewałem się,że którykolwiek z normalnych uczniów będzie grzecznie czekał na  rozpoczęcie lekcji,podczas gdy może jeszcze spać.Jednak przeliczyłem się. Jakieś 5 metrów ode mnie stał wysoki chłopak oparty o ścianę,powoli zaciągający się papierosem. Miał przymknięte oczy,jednak świetnie zdawał sobie sprawę z mojej obecności. Chcąc nie chcąc zacząłem go oceniać. Miał szare*,półdługie, lekko postawione u nasady włosy. Był bardzo szczupły,co podkreślił przylegającymi ciuchami w...Sam nie wiem czy to już visual-kei, czy jeszcze rock'owy styl... W każdym razie nie dało się go przeoczyć,co szczerze mówiąc, imponowało mi.
-Heh, nie masz innego zajęcia,tylko gapienie się na mnie?-Powiedział, powoli wypuszczając dym ustami.
-Muszę cię,zmartwić,ale niestety nie mam na co.-Odpyskowałem,tak jak to miałem w zwyczaju. Oczywiście to nie była prawda,ale ja po prostu nie potrafiłem być miły. Oho,chyba znalazłem kolejną cechę,którą odziedziczyłem po matce.
Zaśmiał się cicho i wyzywająco spojrzał mi w oczy.
-Nie ma? Proszę, cię...Oboje dobrze wiemy,że jest,ale jesteś zbyt arogancki,żeby to przyznać. Czyżbyś bał się,że przyćmię twoją oryginalność? A może po..-Przerwał, obracając w stronę korytarza,gdzie dało się słyszeć czyjeś energiczne kroki.
-Wrócimy do tej rozmowy, ale jakby co nie było mnie tu,jasne?- Bardziej stwierdził niż zapytał. Kiwnąłęm tylko głową.
-Świetnie.- Szarowłosy chłopak zaczął biec przeciwległym korytarzem.
Prychnąłem cicho. Tak,ta szkoła była jedną z tych dziwniejszych rzeczy w moim życiu.
Spojrzałem w stronę, z której usłyszałem ciche przekleństwo. Zobaczyłem  czarnowłosego chłopaka, ubranego w skórzaną kurtkę, spodnie z tego samego materiału,oraz glany. Kolejny? Bosz,ile tego jeszcze tutaj mają? Zaczynałem powoli martwić,się,że jeśli co chwila będzie pojawiał się ktoś nowy wyglądający jak ta dwójka,to moja oryginalność pójdzie się jebać...
-Ej,Ty!-Chłopak podszedł do mnie, a ja zauważyłem że jego wargę zdobi kolczyk,dokładnie taki,jak chciałem sobie sprawić na urodziny.
-Czego?-Spojrzałem na niego mrużąc oczy.
-Był tu może taki chłopak..Wysoki...Szarawe włosy, ładny.-Zaczął opisywać gościa z którym przed chwilą miałem przyjemność zamienić kilka słów.-ubrany...No na pewno lepiej od ciebie.
Na to ostatnie prychnąłem. Może gdyby był milszy i okazałby trochę więcej szacunku, to zlitowałbym się nad nim i łaskawie powiedział gdzie zniknął jego kumpel, bo z tego jak zależało mu,żeby go znaleźć  wywnioskowałem,że musi znać go dość dobrze. Albo zwyczajnie szarowłosy wisi mu kasę...
-Nie,nie widziałem. Ale powodzenia w szukaniu.-Posłałem mu najbardziej kpiący  uśmiech na jaki było mnie stać.
-Kurwa...-Przeklął już nico głośniej, po czym oddalił się bez słowa.
-No mnie to już chyba nic dzisiaj nie zdziwi...-Mruknąłem do siebie i zacząłem bazgrolić coś po planie.
-Um...Dzięki.-Usłyszałem jakiś pięć minut później koło siebie.
-Spojrzałem na wyższego chłopaka koło mnie,który bacznie mi się przyglądał.
-No i co się tak gapisz?-Powiedziałem oschle, przerywając swoje dotychczasowe zajęcie.
-Nic.-Spuścił wzrok.
 Uważnie lustrowałem go wzrokiem. Miał śmieszne, duże usta i ostry makijaż, kontrastujący z jego białą cerą. Cóż Takanori,chcesz czy nie, musisz przyznać,że niezła z niego...
-Czemu nie widziałem cię wcześniej?-Spytał cicho.
-Bo to mój pierwszy dzień.-Wyjaśniłem. Chłopak pokiwał głową, wciąż uporczywie gapiąc się na moje buty, tak jakby chciał zbadać ich strukturę.
-A ty czemu zwiewasz przed tym kolesiem,co?- Postanowiłem przerwać tę nienaturalną ciszę.
-Nie uwierzysz.
-Zdziwisz się.-Uśmiechnąłem się do niego.
-Dobra...Więc chodzi,o to,że on jest bratem kolesia,przez którego,przez parę lat goniła mnie yakuza. I powiedział mi to jakiś tydzień temu...-Skrzywił się,kiedy to mówił.
-Yhm...No to nieciekawie.-Odparłem cicho. W sumie to był wyłącznie jego problem,więc co mi do tego? Mam nadzieję,że on nie oczekuje,że będę go pocieszał...
-A właśnie...Jak masz na imię?-Odezwał się po chwili.
-Em...Ruki.-Powiedziałem celowo pzeciągając ostatnią głoskę. Nie chciałem z nikim utrzymywać jakiś bliższych kontaktów, więc podałem mu swój pseudonim artystyczny.
-Ruki...W takim razie ja jestem Uruha, miło cię po...
-Śliczny?-Prawie prychnąłem. Kto daje dziecku tak na imię? I do tego facetowi...-Tak masz na imię?-Spytałem, próbując przekrzyczeć dzwonek.
-Nie,ale skoro ty nie chcesz mi zdradzić swojego imienia to dlaczego ja mam ci powiedzieć?-Powoli wstał i uśmiechnął się pod nosem.-W każdym razie,miło było cię poznać....Ruki. Myślę,że jeszcze się spotkamy,ale w nieco innych okolicznościach.-Dodał odchodząc. Patrzyłem na niego,dopóki ni zniknął w tłumie,który niebezpiecznie zmierzał w moim kierunku.
Hm...Co jeszcze czeka mnie w tym dziwnym miejscu,uchodzącym za szkole?

***
4 pierwsze lekcje minęły dość spokojnie. Na szczęście jednak pozostałem oryginalny, co w jednych budziło zachwyt,a w niektórych wręcz przeciwnie...
Ku mojemu zaskoczeniu spotkałem nawet starego znajomego z czasów podstawówki. Był nim Tanabe Yutaka, na podwórku znany jako Kai. Ostatnio widzieliśmy się siedem lat temu, jeszcze przed moją przeprowadzką. Chłopak okazał się być takim,jakiego go zapamiętałem,czyli wiecznie uśmiechniętym dzieciakiem,zarażającym swoim dobrym humorem. Nigdy bym nie przypuszczał,że brakowało mi go przez te wszystkie lata. Na szczęście, on również mnie poznał i większość czasu spędziliśmy na gadaniu i wspominaniu tego co było kiedyś.
Wyjaśnił mi,że w szkole jest niewielka grupka ludzi, tak samo zakręconych jak my. Bo oczywiście Tanabe również lubił visual. Niektórzy mieli swoje dziwactwa, np. jeden z trzecioklasistów nosił podpaskę na nosie, a drugi bandanę, tak że było widać mu tylko oczy.
-Kurw...-Usłyszałem za sobą.
-Kai,od kiedy ty przeklinasz-Zacząłem się z niego śmiać.
-Od kiedy się dowiedziałem,że mam teraz w-f łączony z 3cią...
-Że jak?-Zrobiłem minę typu "are you fucking kidding me?" Odkąd pamiętam w-f był jedyną lekcją,której tak szczerze nienawidziłem. 
-To co słyszałeś...Pozabijamy się tam. Ale trudno, jak coś,to razem trafimy na izbę przyjęć.-Szturchnął mnie w bok.Zaczęliśmy żartować z mojej koordynacji ruchowej i śmiać się dopóki nie weszliśmy do szatni.
Pomieszczenie było dość duże,jednak nawet to nie zmniejszyło tłoku. Po całej szatni walały się czyjeś spodnbie, skarpetki, a nawet bokserki. Kompletny chaos.
W ostatniej chwili uchyliłem się przed nadlatującym t-shirtem,który wylądował na Tanabe. Powoli odwróciłem się w stronę z której nadleciało ubranie i gdzie dało się słyszeć stłumiony śmiech. Tak jak przypuszczałem właścicielem koszulki okazał się być nie kto inny,tylko Uruha, stojący koło blondyna ze szmatą na nosie. Szarowłosy posłał mi kpiący uśmieszek,który oczywiście odwzajemniłem,po czym zaczął zdejmować spodnie.
Odwróciłem wzrok i również zacząłem się przebierać.
-Ej,Kai?-trąciłem przyjaciela w ramię,kiedy skończyłem.
-Hm?
-Etto...Kto to jest? I czemu on ma szmatę na nosie?-Spytałem cicho uważnie przyglądając się blondynowi pochłoniętemu rozmową z ulubieńcem yakuzy.
-On?-Kai spojrzał na chichoczącą dwójkę.-To Reita, opowiadałem ci o nim na przerwie. A co do bandany...To w sumie to nie wiadomo...Legendy są różne. Jedna o tym,że ojciec go tak urządził,inna o tym,że miał wypadek na motorze, a jeszcze inna o tym,że pobił się z jakimś gościem,bo ten nabijał się z jego imienia. 
-Hmm? To jak on ma na i...
-Akira!!!-Znów spojrzeliśmy w ich stronę. Uruha trzymał się za boki, a Reita śmiał się głośno,obejmując go ramieniem.
-Masz odpowiedź.-Yutaka spojrzał na mnie znacząco,a ja tylko kiwnąłem głową. Jeszcze raz spojrzałem na blondyna. Akira...Aki...Jak imię dla psa. Parsknąłem śmiechem,który na szczęście zagłuszył dzwonek.
Po paru minutach byliśmy już na boisku, niechętnie przyjmując do wiadomości,że dziś pogramy sobie z 3 klasą w nogę...
Zajebiście... Czemu ze wszystkich gier, my musimy grać akurat w piłkę nożną?...
Po dość krótkiej i męczącej rozgrywce zaczęliśmy grę.
(wybaczcie,ale nie chce mi się opisywać całej gry,także,przejdę do konkretów. [Takanori przy piłce :)])

-Ugh...-Poczułem jak ktoś mocno uderza mnie w bok,tracę równowagę i lecę do tyłu. Uderzenie bolesne i równie bolesne powinno powinno być lądowanie,jednak coś najwyraźniej zamortyzowało mój upadek.
-Aaał...-Usłyszałem za sobą.
Cały obolały spróbowałem się podnieść,ale moje próby spełzły na niczym.Przetoczyłem się przez co znalazłem się na zimnej murawie naszego pożal się boże boiska,spoglądając na winnego,którym okazał się być...
-Uru?!-Akira podbiegł do nas i klęknął koło przyjaciela.
-Umiesz wstać?-Zapytał,próbując pomóc szarowłosemu.
-Ta...Ał...Jednak nie.-Śliczny zachwiał się,kiedy próbował wstać i dyby nie blondyn najpewniej spadłby na mnie.
-Kou-chan,powinieneś trochę bardziej na siebie uważać...-Chwycił go w pasie.-A Ty niezdaro lepiej patrz gdzie biegniesz...-Zwrócił się do mnie,spoglądając groźnie spod blond grzywki.
Prychnąłem cicho i przewróciłem oczami.
To MNIE powinni przeprosić! Przecież Uruha mógł mnie zabić!
-Rei-rei,uspokój się,przecież nic mi się nie stało.Ja go sfaulowałem.-Uru jakby czytając mi w myślach szturchnął tego przygłupa w bok.
W tym momencie usłyszeliśmy głośny,długi,męczący uszy dźwięk,wydobywający się z trenerskiego gwizdka.
-A wy co tam robicie?Co to? Kółko wzajemnej adoracji?! Te! Takanori,czy jak ci tam!Co to?! Wakacje?!-Trener zbliżał się do nas szybkim krokiem,a wyraz jego twarzy nie wróżył nic dobrego.
-Taka...Nori?-Uruha spojrzał na mnie z uśmiechem.
No tak...I  wszyscy już wiedzą jak mam na imię..
W-Fman po dokładnej obdukcji Ślicznego (chyba trochę zbyt dokładnej) oznajmił koniec zajęć,co było równoznaczne z końcem pierwszego dnia w szkole.
A przynajmniej tak mi się na początku wydawało...
-Wstawaj Taka!-Kai podał mi rękę,a ja chętnie skorzystałem z jego pomocy.
-Dzięki...Yutaka...-Burknąłem pod nosem,na co odpowiedział mi swoim firmowym wyszczerzem.
Z trudem dobiegłem do reszty ,myślać jak najszybciej mógłbym się stąd wyrwać nie spotykając Reity i Uruhy.

***
Po paru minutach prawie wybiegłem,nie zamieniając z nikim ani słowa.
Bo niby po co?
Oni wszyscy są mi tak cholernie do życia niezbędni jak ja im.

Byłem już na parkingu,szybko idąc przed siebie,dopóki trzy metry przede mną nie wyrośli Akira Uru i ten czarnowłosy chłopak,o którym opowiadał mi Uruha,a który aktualnie prowadził zaciętą dyskusję z blondwłosą szmacianką.
Przyśpieszyłem kroku,mając nadzieję,że mnie nie zauważą. Patrzyłem na nich spod grzywki. Szybko zmierzałem w ich kierunku,jednak po chwili przystanąłem,widząc,że trójka dziwnie mi się przygląda.
Spojrzałem na najwyższego z nich,który zaczął gestykulować,tak jakby chciał mi coś powiedzieć.
-Kurwa...-Przeklnąłem cicho,kiedy zauważyłem,że ten z kolczykiem w gębie zmierza w moją stronę.

W tamtej chwili chciałem uciec,bałem się go...Ale moja duma na to nie pozwalała. Cóż,moja babcia zawsze mówiła,że to pociągnie mnie na dno.
Ale chyba się myliła....
Bo to w końcu nie ja leżę trzy metry pod ziemią.
-Ty!-Chłopak złapał mnie za ramię.
-Mam imię.-Spojrzałem mu wyzywająco w oczy.
Sam sobie kopałem grób...Babciu nadchodze!
-Heh,no kto by pomyślał,że takie małe może być takie pyskate...-Czarnowłosy chwycił mnie za koszulę,podnosząc.
-Zazdrościsz?-Uśmiechnąłem się do niego.Moja obrona polegała na odgryzaniu się,co zazwyczaj kończyło się rozwaloną wargą.
-Ty mały...-Chłopak przymierzył się do ciosu.
-Yuu,nie!-Spojrzałem na Uruhę,który z przerażeniem się w nas wpatrywał. Reita kiwał głową z dezaprobatą,mocno trzymając przyjaciela. Yuu  spoglądał na Uru,jednak chwilę później wrócił do dręczenia mnie.
-Kouyou ma skręconą kostkę. A wiesz czyja to wina?Wiesz?!-Potrząsnął mnie.
-Jego.-Syknąłem.
Mówiłem,już,że jestem samobójcą?...
Wkurwiłem gościa.
-Ty kurwo!-Wrzasnął tracąc nad sobą panowanie.Przymknąłem oczy,czekając a cios.
-Aoi! Nie!-Uuruha znów wrzasnął.
Usłyszałem jeszcze jakiś trudny do opisanie dźwięk i poczułem jak ten psychopata gwałtownie mnie puszcza,przez co wylądowałem na ziemi. Znowu...
Otworzyłem oczy i pierwszym co przykuło moją uwagę  był Uruha,usilnie próbujący się podnieść,a przy nim czarnowłosy obejmujący go w pasie.
Akira kręcił z politowaniem głową,powoli do mnie podchodząc.
-Takanori?Czy jak ci tam...Nic ci nie jest?-Wyciągnął rękę w moją stronę i pomógł mi wstać.
-Jest ok...-Burknąłem i spojrzałem na Uruhę,który aktualnie był na rękach tego psychopaty.
Boże,jak on podniósł tego giganta?! (Gomene Uruh,gomene... dop.autor)
A tak...Yakuza potrafi...
Prychnąłem cicho,przez co poczułem na sobie wzrok blondyna.

                                                               Uruha
Zacząłem krzyczeć,kiedy zobaczyłem,że Yuu chce uderzyć Ruki'ego. Nie mogłem pozwolić,żeby oberwał przeze mnie nawet jeśli miałbym postawić się takiemu komuś jak Aoi.
Z trudem wyrwałem się z mocnego uścisku Rei'a i wyrwałem do przodu,całkiem zapominając o skręconej kostce.
-Aj!-Upadłem z hukiem,trzymając się za bolącą kostkę.
Skuliłem się,próbując się nie poryczeć. Mają rację...Jestem stanowczo za delikatny.
-Uru...-Poczułem czyjeś ręce mocno obejmujące moje drżące ciało. Tak dobrze znałem te dłonie...
-Yuu...-Zacząłem szlochać i odsuwać się od niego.-Yuu proszę! Zostaw go! Porozmawiam z tobą,tylko zostaw go już!-Spojrzałem w jego ciemne oczy.Jak zwykle nie wyrażały żadnych uczuć. Nienawidziłem tego.
Bez słowa przytulił mnie do siebie. Nie chciałem tego. Nie chciałem wdychać jego zapachu,czuć ciepła bijącego od jego ciała.
Siedziałem biernie,bojąc się,że jeśli go czymś zdenerwuje to może wyładować się na Rukim i Reicie.
Na mnie nie.
I właśnie to było najgorsze.
Spojrzałem na Aki'ego,który patrzył na nas z...Obrzydzeniem?
 Wiedziałem co o tym myślał.Nie raz mówił,że powinienem raz na zawsze skończyć z Shiroyamą i wreszcie znaleźć sobie jakąś dziewczynę. Nawet zaproponował,że będzie moim prywatnym ochroniarzem,jeżeli Aoi w dalszym ciągu będzie mnie nachodził. Jednak teraz myślę,że Reita jako ochroniarz będzie bardziej potrzebny Rukiemu,niż mnie.
-Kouyou,mogę?-Lekko chrapliwy głos Yuu sprowadził mnie na ziemię.-Kou-chan?-Poczułem jak przymierza się,żeby wziąć mnie na ręce.
Kiwnąłem głową.
Jednym sprawnym ruchem wziął mnie na ręce.Kiedyś robił to dość często,dlatego teraz mechanicznie objąłem go za szyję.
-Chwilę porozmawiamy,a potem odwiozę cię do domu. No chyba,że będziesz wolał spać u mnie...-Szepnął mi do ucha.
Aoi,nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał...
-Nie,nie chcę.-Powiedziałem szybko. Przecież obiecałem...Sobie i innym...
Shiroyama wzruszył tylko ramionami i ruszył do swojego samochodu ze mną na rękach.
Kiedy  byliśmy już jakieś cztery metry od czarnej toyoty z przyciemnionymi szybami (no oczywiście...),usłyszeliśmy donośny głos Reity.
Poruszyłem się gwałtownie,zmuszając czarnowłosego do odwrócenia się. Sądząc po jego minie,najchętniej zabiłby mojego przyjaciela.
-Ej,a wy gdzie?-Aki momentalnie znalazł się przy nas,torując drogę do auta.
-Spierdalaj!-Warknął Aoi posyłając blondynowi zabójcze spojrzenie.
Cóż,Reita jak to Reita,zaczął się śmiać,co nie spodobało się starszemu. Przylgnąłem mocniej do bruneta,przypominając mu o swojej obecności.Nie musiałem długo czekać na efekty. Yuu rozluźnił się i musnął ustami moje czoło,co nie obyło się bez prychnięcia blondyna.
Kami-sama,jakie to było żenujące...
Stwierdziłem,że teraz ja muszę coś powiedzieć,bo w przeciwnym razie Akira mógłby tu stać do usranej śmierci.
-Ue-chan..-Zwróciłem się do Reity.-Aoi chciał ...To znaczy...My..My chcieliśmy porozmawiać i wyjaśnić sobie parę spraw...-Spojrzałem znacząco na przyjaciela. Chyba załapał...
-Dobra. W takim razie daj znać,to po ciebie przyjadę.- Rzucił na odchodne.
-O nie...Ja go odwiozę.-Syknął Yuu,na co Suzuki tylko wzruszył ramionami,idąc w stronę Takanoriego,który siedział pod drzewem z słuchawkami na uszach. Chyba nawet on musiał jakoś odreagować...
-Możemy?-Spytał cicho,a ja zdałem sobie sprawę,że przecież ja też ważę swoje.
Pokiwałem głową. Yuu pomógł mi wsiąść i zapiąć pasy,wciąż patrząc mi w oczy. Co chciał w nich dostrzec?...
Kiedy ruszyliśmy,spojrzałem jeszcze na Rei'a i Takę,którzy również spoglądali w naszą stronę.
Przeniosłem wzrok na czarnowłosego chłopaka,siedzącego obok mnie.
Kurwa,w co ja się wpakowałem?...


                                                      Ruki
Patrzyłem na blondyna spod czerwonawej grzywki. Wciąż gapił się na odjeżdżające auto,tak jakby zaraz miał zacząć je gonić,tak jak prawie wszystkie psy w tej okolicy.
-Heh...-Uśmiechnąłem się do własnych myśli,wyobrażając sobie Reitę jako psa.
Reita,noga!
Zachichotałem powoli zbierając swoje rzezy.
-Śmieszy cię coś?-Zapytał,podchodząc do mnie i pomagając mi wstać.
-Ym...Nie?-Powiedziałem, powoli robiąc kilka kroków.
-To miało być pytanie?-Znów znalazł się przy mnie,a ja ja na złość znów przypomniałem sobie go w postaci psa i co za tym idzie,zacząłem śmiać mu się prosto w twarz.
-Jestem aż taki śmieszny?-Był niebezpiecznie blisko i patrzył się na mnie z góry.
Mmm...Miał całkiem ładne usta...Podobne do chłopaka,przez którego wyleciałem z poprzedniej szkoły.
Spojrzałem mu wyzywająco w oczy. Jeśli myśli,że się go przestraszę,to jest w dużym błędzie.
-Pytałem.-Syknął wciąż patrząc mi w oczy.-Co? Boisz się mi powiedzieć....Malutki?-Wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo.
...Zapamiętam to sobie...
-Nie blondynku. Po prostu to śmieszne jak latasz za tym Uruhą. Przypominasz mi mojego wiernego pieska...Tylko,że on nie nosi szmaty na nosie.-Uśmiechnałem się wrednie.
-Proszę,proszę...Takie małe,a takie pyskate...-Pokręcił głową,po czym odwzajemnił uśmiech.
-Ruki jestem.-Powiedziałem,co wywołało u niego śmiech.
-Tak? A myslałem,że Takanori...Dobra,nie ważne jak ty tam masz,grunt,że wzrost nadrabiasz gadką.-Znów się uśmiechnął.-Może się co do ciebie mylę...Mam nadzieję,że tak...
Myli  się co do mnie? Więc co on o mnie myśli?...
-W każdym razie nie daj się zabić...-Rzucił,odchodząc.-Bo nudno by było...-Dodał nieco ciszej.
Stałem jak wryty. Jeszcze nigdy nie słyszałem takiego pożegnania....
Ocknąłem się po dłuższej chwili i zarzuciłem torbę na ramię. Bardzo powoli zacząłem iść w swoją stronę.
Obróciłem się i ostatni raz spojrzałem na sylwetkę oddalającego się Reity.
Fascynowała mnie jego odmienność. A może nie...
Może to on sam mnie pociągał...Hm,ciekawe...
-Suzuki Akira,tak?...-Uśmiechnąłem się do siebie,zakładając słuchawki. Zacząłem isc w kierunku metra.
Zastanawiałem się czy jest jakaś szansa,że zostanę w tu dłużej niż trzy miesiące,bo tyle właśnie trwał mój okres próbny.
                                                                          C.D.N.
 *Chodzi mi o tę fryzurę z teledysku no 666.